Logi!

Forum wieści z Arkadii.
Awatar użytkownika
Vooks
Posty: 91
Rejestracja: 07 maja 2011 11:44
Lokalizacja: Kraina Zgromadzenia

Re: Logi!

Post autor: Vooks » 06 sie 2011 23:50

Wpiszę się w ogólne trendy i będzie to taki log trochę na pochwałę nowych graczy.

Przez ostatnie dwa dni trochę oprowadzałem tę osobę, więc, jak nagle dostałem list od tej osoby, pobiegłem szybko na pocztę z myślą, że pewnie gdzieś utknął/utknęła, a tam takie coś:
Od : Vae
Temat: Biala koperta ze znakiem Blaviken
Data : 6 VIII 2011

Otwierajac koperte znajdujesz w niej kawalek pergaminu z pospiesznie
naszkicowanym widokiem na nadmorskie miasto Blaviken.
Na dole koslawym pismem skreslono kilka slow pozdrowiem
calosc zakonczono podpisem Vae.


aż się wzruszyłem ;)
MAKE FOOD NOT WAR!
[*] BRAMA W MAHAKAMIE [*] - R.I.P. - Nie Zapomnimy!

Awatar użytkownika
Vae
Posty: 62
Rejestracja: 07 sie 2011 04:25

Re: Logi!

Post autor: Vae » 07 sie 2011 04:27

Vooks pisze:Wpiszę się w [...]
No wiesz! Przecież to jest prywatna korespondencja!

pff

V

Awatar użytkownika
Ursa
Posty: 57
Rejestracja: 29 kwie 2011 18:02

Re: Logi!

Post autor: Ursa » 11 sie 2011 19:04

O niezłomnym krasnoludzkim męstwie opowieść...

Kod: Zaznacz cały

 [...]
Mowisz w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Powiedzmy, ze te kwiatki to na poczet przyszlego masazu byly.
> 
Mrugasz porozumiewawczo.
> 
Dhogrin wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie
rozmyslil.

Dhogrin mruczy niepewnie.
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Ale!
Dewor przybywa z zachodu.
> 
Dewor z szelmowskim usmiechem na ustach rozsiada sie za szeroka lawa.
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: To najpierw bedziesz mi musiala pokazac, jak sie taki masaz robi.
Dhogrin kiwa glowa krotko.
Dewor wydaje z siebie dlugie hmmmmm...
Usmiechasz sie szeroko.
> 
Mowisz w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Ale na kim?
> 
Dewor mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Chyba wpadlem w nieodpowiedniej chwili
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Na mnie!
W ostatniej chwili decydujesz sie nic nie mowic.
> 
Pukasz sie niedwuznacznym gestem w czolo.
> 
Rozgladasz sie.
> 
Mowisz w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Na Deworze!

Dhogrin mruczy marudnie.
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Ale to nie bede wiedzial, jaki nacisk musi byc, jak gdzie mocno..
Mowisz w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Ino narzedzie do tego potrzebne.
> 
Dewor wytrzeszcza oczy w niemym zdumieniu.
Dewor mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: CO?????????
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: A. Narzedzie?
Mowisz w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Taki walek... jakis...
> 
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: To moze i na Deworze lepiej..
Dhogrin kiwa glowa krotko.
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Tak.
Dewor wpada w panike!
Dhogrin mowi w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Moze byc na Deworze.
Mowisz do Dhogrina w jezyku Krasnoludow Mahakamskich: Nie no, jak sie upierasz, moze byc na Tobie.
> 
Dewor z ogromnym zalem wstaje od szerokiej lawy.
Dewor podaza na zachod.
Dhogrin podaza na zachod.
W ostatniej chwili decydujesz sie nic nie mowic. 
"Ni ma gorszyj bestyi na świcie, niżli uzbrojona krasnoludzka baba w pełnym galopie"

Awatar użytkownika
Mahaila
Posty: 73
Rejestracja: 19 lip 2011 00:48
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Logi!

Post autor: Mahaila » 18 sie 2011 11:48

Hah, Gryf w gorach, tego to ja jeszcze nie widzialam.
Ale jak to mowia - gryfik z rana jak smietana.

Kod: Zaznacz cały

Ruszasz szybkim biegiem na poludniowy-zachod.
Kamienista droga.
Sa tutaj dwa widoczne wyjscia: polnocny-wschod i poludniowy-zachod.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud, grozny barczysty krasnolud i opierzona skrzydlata bestia.

Opierzona skrzydlata bestia swoim cielskiem zagradza ci droge na poludniowy-zachod.


Mrugasz.
Grozny barczysty krasnolud usmiecha sie do ciebie smetnie.
Przelykasz glosno sline... Glurp!
Grozny barczysty krasnolud wydaje z siebie dlugie hmmmmm...
Spogladasz niepewnie na opierzona skrzydlata bestie.
Grozny barczysty krasnolud spoglada uwaznie na ciebie.
Mowisz niepewnie: Tego... mogliby Panowie.. zabrac to.. to..
Spogladasz na opierzona skrzydlata bestie.
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: Dyc mnie slipia nie myla, czy mysmy sie kaj nie spotkali ..
Grozny barczysty krasnolud namysla sie.
Sapiesz cicho.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Ja bym chyba wolal zeby bestyja sama sie zabrala.
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: Ja.. nie. Chyba nie.
Grozny barczysty krasnolud mlaska glosno.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Pewni ni..
Grozny barczysty krasnolud siega do pasa po okragly buklak i pociaga z niego troche przepalanki.
Spogladasz niepewnie na opierzona skrzydlata bestie.
Grozny barczysty krasnolud dudni do opierzonej skrzydlatej bestii: Nu sio, a kysz !
Grozny barczysty krasnolud podskakuje cudacznie.
Grozny barczysty krasnolud podskakuje cudacznie.
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: Sama tu przyleciala?
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: No ni wim, jam jej ni wzywal.
Grozny barczysty krasnolud zadziera glowe, patrzac w niebo by ocenic pore dnia.
Hmmmmm...
Grozny barczysty krasnolud dudni: Wiem !
Spogladasz ukradkiem na skorzany buklak.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Zjedzcie po jednym, przestraszy sie nas !
Grozny barczysty krasnolud  DAJE CI niewielki zielony owoc.
Grozny barczysty krasnolud daje niewielki zielony owoc jasnowlosemu umiesnionemu krasnoludowi.
Mowisz cicho do siebie: Nigdy wiecej spirytusu.
Spogladasz na niewielki zielony owoc.
Grozny barczysty krasnolud zjada niewielki zielony owoc.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud zjada niewielki zielony owoc.
Tfu! Ten agrest jest zupelnie niedojrzaly!
Zjadasz niewielki zielony owoc.
Wzdrygasz sie. Brrr... !
Grozny barczysty krasnolud krzywi sie przerazajaco.
Grozny barczysty krasnolud spoglada krzywo na opierzona skrzydlata bestie.
Grozny barczysty krasnolud dudni glosno: Aghrrrr !
Mowisz do aksamitnoczarnego ciekawskiego kolorowego gwarka: Wez maly.. przegon ja stad.
Grozny barczysty krasnolud podskakuje cudacznie.
Szturchasz aksamitnoczarnego ciekawskiego kolorowego gwarka.
Grozny barczysty krasnolud unosi brwi w niemym gescie zdumienia.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Gwarek ?
Grozny barczysty krasnolud dudni: Nakarmmy nim bestyje !
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: Gwarek bojowy! Dziobie jak zaden inny!
W ostatniej chwili decydujesz sie nic nie mowic.
Mowisz nagle: Ooo nie!
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: O tak !
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: Absolutnie sie nie zgadzam!
Tupiesz pewnie.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Bojowy, jak dla mnie raczej temu ze sie boi
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: Bestyja nazre sie, to i nam spokoj da !
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: Niema co sie niezgadzac, dyc to plan godny realizacji !
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: A moze niech wasci zezre? Naje sie bardziej i do tego zdechnie!
Nadymasz policzki naburmuszona.
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: Oj tom, jam bardziej wlochaty.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Moze bracie, te zielone owoce bestyji rzuc lepiej zamiast ptaka, jak jej ryj powykrzywia tak jak mi to nawet nie zauwazy jak przejdziemy
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: Moze nabedziem te sniadanie ? Ilec za niego ?
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: Toc wlasnie, wlochaty wasc jest, to w gardle bestii stanie!
Grozny barczysty krasnolud dudni do jasnowlosego umiesnionego krasnoluda: Nu , chciolem. Posypolem ale nichce zrec.
Grozny barczysty krasnolud rozklada rece bezradnie.
Grozny barczysty krasnolud dudni do ciebie: Malo przyjemno perspektywa.
Grozny barczysty krasnolud glosno przelyka sline.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Jom jedyny, nipowtorzalne !
Grozny barczysty krasnolud dudni: A gwarkow na peczki przeca.
Mowisz do groznego barczystego krasnoluda: Bardowie by w piesniach wascia opiewali. Ten ktory utknal w gardle bestii!
Grozny barczysty krasnolud usmiecha sie do ciebie zlosliwie.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Pewno by bestia po tobie dostala smiertelnej sraczki
Grozny barczysty krasnolud dudni: Abo jok miesa bestyja tokiego posmakuje, to i za braciaka sie wezmie, a i wacpanne lyknie kesem .
Spogladasz ciezko na opierzona skrzydlata bestie.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud wzrusza ramionami.
Grozny barczysty krasnolud dudni: A kto by odpowidl wowczos ? no kto ?
Bladoskora dlugonoga elfka przybywa z poludniowego-zachodu.
Opierzona skrzydlata bestia swoim cielskiem zagradza bladoskorej dlugonogiej elfce droge ucieczki na polnocny-wschod.
Smiejesz sie lekko.
Grozny barczysty krasnolud mlaska glosno.
Bladoskora dlugonoga elfka zalamuje sie calkowicie.
Mowisz z rozbawieniem: Bogowie, problem sam sie rozwiazal. Nakarmimy elfka!
Grozny barczysty krasnolud dudni: tloczno sie robi
Grozny barczysty krasnolud usmiecha sie zlosliwie.
Grozny barczysty krasnolud, nie zwazajac na nic, lustruje bladoskora dlugonoga elfke dokladnie wzorkiem od stop do glow.
Bladoskora dlugonoga elfka zadziera glowe, patrzac w niebo by ocenic pore dnia.
Bladoskora dlugonoga elfka spoglada spode lba na ciebie.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Moze by i nakarmic..
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Przeca kazdy wie ze nie ma bardziej zylastego miesa od elfiego
Grozny barczysty krasnolud unosi brwi w niemym gescie zdumienia.
Grozny barczysty krasnolud spoglada z zainteresowaniem na jasnowlosego umiesnionego krasnoluda.
Grozny barczysty krasnolud puka sie niedwuznacznym gestem w czolo.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Jokie tam elfie mieso rzylaste ..
Mowisz do jasnowlosego umiesnionego krasnoluda: Elfy jedza te swoje krzaczki, korzonki czy inne... pewno jakie zatrute, zje bestia taka elfke i sie zatruje.
Kiwasz glowa pewnie.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: A co, probowal brat?
Bladoskora dlugonoga elfka odwraca sie do ciebie plecami, demonstracyjnie cie ignorujac.
Grozny barczysty krasnolud dudni: Dyc to rarytas ! Sam zem slyszol jak okgry wychwalaly, jak to elfa w warzywach smakowoly.
Grozny barczysty krasnolud usmiecha sie do bladoskorej dlugonogiej elfki szeroko.
Spogladasz wesolo na bladoskora dlugonoga elfke.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Ogry to by i gowno wychwalaly jakby wisienke na gorze postawic
Mowisz do bladoskorej dlugonogiej elfki: Pani elfko, z nieba nam Pani zeszla.. wlasciwie to z gor, ale wszystko jedno! Moze by Pani sie rzucila na zlego stwora, to odfrunie.
Grozny barczysty krasnolud dudni do bladoskorej dlugonogiej elfki: No juzci. Dlugie nogi, blada skora. Z Gyrafom mozna by zamienic !
Bladoskora dlugonoga elfka probuje ukryc sie jak najlepiej.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: No i masz ci, jelfke obraziliscie, tera w krzakach sie kryje
Mruczysz cicho.
Mowisz do jasnowlosego umiesnionego krasnoluda: Oj tam obrazilismy od razu, bzdura!
[bladoskora dlugonoga elfka] nuci do jasnowlosego umiesnionego krasnoluda i groznego barczystego krasnoluda: Prosze nie mowcie w moim kierunku. Brzydko pachnie wam z buzi.
Spogladasz niepewnie na opierzona skrzydlata bestie.
[bladoskora dlugonoga elfka] zadziera glowe, patrzac w niebo by ocenic pore dnia.
Parskasz nagle.
Mowisz z rozbawieniem: A jaki jezyk ciety! Prosze, prosze.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Obawiam sie jelfko, ze to nie z buzi.
Grozny barczysty krasnolud otrzasa sie z zamysleni.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Tedy mi mowic wolno
[bladoskora dlugonoga elfka] zatyka nos. Chyba cos jej tu smierdzi.
Grozny barczysty krasnolud usmiecha sie do [bladoskorej dlugonogiej elfki] wilkiem.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud wzrusza ramionami.
Krecisz z rozbawieniem glowa.
Grozny barczysty krasnolud dudni do [bladoskorej dlugonogiej elfki]: Nu ba , a jok ma nie capic !
Grozny barczysty krasnolud probuje ukryc sie jak najlepiej.
Chowasz sie najlepiej jak potrafisz.
Mowisz cicho: Moze jak sie pochowamy, to bestia zobaczy ze nic tu nie ma do zarcia i poleci, ot co.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: No i nastepni sie w zielonosci chowaja! Lot, taktyka
Mowisz do jasnowlosego umiesnionego krasnoluda: Niech wasci nie gada ino chowa sie.
Wskazujesz nieokreslony kierunek.
[bladoskora dlugonoga elfka] przemyka sie na poludniowy-zachod.
Wskazujesz nieokreslony kierunek.
[bladoskora dlugonoga elfka] przemyka sie na poludniowy-zachod.
[grozny barczysty krasnolud] wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Mowisz: I nawiala nam elfka.
Grozny barczysty krasnolud wychodzi z ukrycia.
Opierzona skrzydlata bestia swoim cielskiem zagradza groznemu barczystemu krasnoludowi droge ucieczki na polnocny-wschod.
[bladoskora dlugonoga elfka] skradajac sie przybywa z poludniowego-zachodu.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Szczyrze powiem, ze na chowaniu znam sie rownie dobrze co na robieniu na drutach
Bladoskora dlugonoga elfka wychodzi z ukrycia.
Opierzona skrzydlata bestia swoim cielskiem zagradza bladoskorej dlugonogiej elfce droge ucieczki na polnocny-wschod.
Grozny barczysty krasnolud smieje sie z rozbawieniem.
Ostatnie promienie zachodzacego slonca znikaja za horyzontem. Rozpoczyna sie noc.
Opierzona skrzydlata bestia rozposciera szerokie skrzydla i odbija sie od podloza, dwoma machnieciami wzbijajac sie w powietrze, by po chwili zniknac ci z oczu.
Mowisz: Uf!
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Ha! polecial gagatek
Wychodzisz z ukrycia.
Mowisz: I swietnie, wreszcie mozna ruszyc w droge!
Bladoskora dlugonoga elfka przybywa z polnocnego-wschodu.
Bladoskora dlugonoga elfka podaza na poludniowy-zachod.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: I na co sie bylo chowac po krzakach jak bandyty?
Mowisz do jasnowlosego umiesnionego krasnoluda i groznego barczystego krasnoluda: Tedy bywajcie Panowie! Szerokich traktow!
Klaniasz sie zamaszyscie.
Jasnowlosy umiesniony krasnolud dudni: Powodzenia zatem!
— A przysięgałem sobie, że gdy cię spotkam, padnę ci do nóg…
— Podziękuj — przytuliła się do niego. — Tak, jak należy. I padnij mi do nóg. Śniłam o tym, że padasz mi do nóg.
— Nikoletto…
— Nie tak. Inaczej.

Awatar użytkownika
Mahaila
Posty: 73
Rejestracja: 19 lip 2011 00:48
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Logi!

Post autor: Mahaila » 19 sie 2011 15:44

Na poczatku pragne zaznaczyc ze nie jest to caly log. Niektore rzeczy zwiazane z moja postacia, zwyczajnie chcialabym ukryc przed ciekawskimi oczami gawiedzi, jak rowniez zmienilam niektore imiona by nie robic im wiochy :D
Wrzucone na prosbe pewnego pana i za przyzwoleniem zainteresowanego ;)
No i przepraszam za double-posting

Kod: Zaznacz cały

Karczma 'Pod Kotwica'.
Jest tutaj jedno widoczne wyjscie: wschod.
Jowialny otyly mezczyzna w fartuchu.
Radgast przybywa za toba z zewnatrz.


Wytezasz wzrok i z uwaga studiujesz menu tutejszego przybytku.

        ************************************************
        *                                              *
        *  Napoje:                                     *
        *  Sok owocowy                 10 miedziakow   *
        *  Herbata ziolowa             15 miedziakow   *
        *  Kruk                        30 miedziakow   *
        *  Sliwowica                   40 miedziakow   *
        *  Miod pitny                  45 miedziakow   *
        *    na wynos za litr         450 miedziakow   *
        *  Wino z agawy                50 miedziakow   *
        *    na wynos za litr         250 miedziakow   *
        *                                              *
        *  Potrawy:                                    *
        *  Deser owocowy               50 miedziakow   *
        *  Nalesnik z serem            40 miedziakow   *
        *  Zupa grzybowa               40 miedziakow   *
        *  Pieczone ziemniaki          55 miedziakow   *
        *  Indyk nadziewany jablkami  250 miedziakow   *
        *                                              *
        *                                              *
        ************************************************


Radgast mowi ochryple: Raczej nie lis, a wielki, tfu, pan.
Mowisz nagle: Wino! Miod! Rewelacja!
Radgast namysla sie.
Mowisz do Radgasta: Och, alescie wy skloceni..
Siadasz przy prostym stoliku.
Radgast siada przy twoim stoliku.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Dzis zebrak stawia.
Oddychasz z ulga.
Mowisz do Radgasta: Zebrak.. dobre sobie.
Radgast mowi ochryple: Co dla damy?
Mowisz do Radgasta: Wino. Poki co grzecznie.
Smiejesz sie.
Radgast mowi ochryple: A wygladam na krolewiczka?
Radgast usmiecha sie szeroko.
Mowisz do Radgasta: A wygladam ja na wojowniczke?
Odgarniasz wlosy i zakladasz je za ucho tak, zeby ci nie przeszkadzaly.
Radgast mowi ochryple: Ze krzynke.
Parskasz.
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek wydaje cichy, melodyjny trel.
Radgast mowi ochryple: A czemu wielmozna pyta?
Radgast otwiera skorzany pojemny mieszek.
Mowisz do Radgasta: A tak tylko. Bo zwykle to kim probujemy byc nie jest tym kim jestesmy.
Pstrykasz palcami.
Mowisz: Ot takie pozerstwo troche.
Radgast stawia ci szklanice podejrzanie wygladajacego wina.
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek gwarzy glosno gdzies zaslyszane: uwagaaa!...przeee...grrrik dl...gwaaark...spirrrytuso...kriiik dziewczyny.
Oblizujesz sie.
Wypijasz szklanice podejrzanie wygladajacego wina.
Radgast usmiecha sie starczo.
Mowisz z zadowoleniem: Moga mowic co chca o tych podlych napitkach w Ubersreik, ale mi smakuja.
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek podskubuje piorka w skrzydle.
Radgast mowi ochryple: Wzdy jestem najprawdziwszym jakiego panna w zyciu spotkala.
Wkladasz aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka do otwartej pakownej jasnej torby.
Krecisz z usmiechem glowa.
Radgast mowi ochryple: Moze panna rzec czy prawda to, czy falsz.
Radgast usmiecha sie kwasno.
Mowisz do Radgasta: Falsz.
Pokazujesz jezyk.
Radgast mowi ochryple: Alez to prawda najprawdziwsza.
Mowisz do Radgasta: Ale! To ponoc wasci sie zna na ludziach, ja sie znam na oszukiwaniu, tedy prawda to czy nie, ze jestem szlachcianka?
Radgast spoglada swidrujaco na ciebie.
Usmiechasz sie niezauwazalnie.
Radgast mowi ochryple: Tylko to czy to z Nildfgaardczykiem i ucieczka z domu takoz mam ocenic?
Namyslasz sie. Tak... 
Mowisz do Radgasta: Ano. Uznajmy to za jedna, bajeczna historyjke.
Radgast mowi ochryple do ciebie: W ktorej tkwi ziarno prawdy.
Radgast mowi ochryple: Nie jest wielmozna z urodzenia szlachcianka.
Usmiechasz sie ukradkiem.
Mowisz do Radgasta: Tedy kiepskawo sie wasc na ludziach zna.
Radgast mowi ochryple: Nie skonczylem jeszcze.
Mowisz ciekawsko: Aha?
Radgast mowi ochryple: Mysle, ze nie jest wielmozna urodzona szlachcianka bo sie kijem od Starego Radgasta odpedzala.
Parskasz.
Radgast spoglada gdzies w zadumie.
Radgast mowi ochryple: Jednak zyje wielmozna jak szlachcianka.
Radgast mowi ochryple: ODziewa sie jak ona.
Mowisz do Radgasta: Znaczy sie ze co? Jakbym byla szlachcianka wowczas bym chciala za meza takiego starca?
Radgast mowi ochryple: Maniery rowniez podobne w duzej mierzy.
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Rechoczesz gromko.
Radgast mowi ochryple: A jak by to sie mialo do odpedzania kijem?
Mowisz z rozbawieniem: Zabawnie wasci wyglada jak taka oniemiala mine ma.
Radgast mowi ochryple: Bom nie zrozumial zwiazku.
Hmmmmm...
Mowisz: Zda sie ja nie zrozumialam. Odganialam sie kijem, znaczy lapy precz od biednej Mahaili, albo sztylet w rzyci.
Mowisz do Radgasta: Tedy jak to sie ma do nie bycia szlachcianka?
Radgast mowi ochryple: Odganialaby sie wielmozna, gdyby wielmozna byla szlachetnie urodzana... Ale nie przecze, ze moge sie mylic.
Radgast mowi ochryple: Moze wielmoznej rod dopiero po jakims czasie otrzymal tytula szlacheckie...
Radgast spoglada gdzies z namyslem.
Mowisz do Radgasta: A reszta? Z Nilfgaarczykiem?
Radgast mowi ochryple: Mysle, ze prawda.
Radgast mowi ochryple: Choc nie dam glowy czy z powodu Nilfgaardczyka.
Mowisz do Radgasta: Tedy coz? Mam teraz opowiedziec jak bylo naprawde?
Radgast spoglada badawczo na ciebie.
Radgast mowi ochryple: Prosze uprzejmie.
Mruczysz w zadumie.
Mowisz z namyslem: Tedy bylo tak.. - opiera sie wygodnie na krzesle, bujajac sie lekko - Z urodzenia jestem Szlachcianka. Moj ojciec byl Lyrijskim szlachcicem, moja mama.. nie mam pojecia skad pochodzila.
Radgast kiwa glowa z powaga.
Mowisz do Radgasta: Tez wysoko urodzona byla, ale jakos gowno mnie obchodzilo jak to sie stalo, ze wyszla za mojego spasionego ojca.
Odgarniasz wlosy i zakladasz je za ucho tak, zeby ci nie przeszkadzaly.
Mowisz do Radgasta: Tedym i ja jest szlachcianka. Wysoko urodzona.
Radgast mowi ochryple: Wierze.
Radgast usmiecha sie ustepliwie.
Mowisz do Radgasta: Rodzice chcieli mnie wydac za jakiegos innego szlachcica, wygladal zupelnie jak moj ojciec, stary, gruby, brzydki.. Nie spodobalo mi sie to, bo kochalam Nilfgaardczyka.
Spogladasz gdzies w zamysleniu.
Mowisz do Radgasta: Tedy ucieklam od nich. Nadal pewnie zyja na dworku Krolowej, niech im sie dobrze zyje.
Mowisz z namyslem: Czy ucieram sie jak szlachcianka? Watpie - zerka na swoja sukienke - raczej jak kobieta, ktora wie, czego chce od zycia. Klne jak szewc, choc znam te wszystkie piekne slowka, ktore mi wbito do glowy. Etykieta.
Mowisz do Radgasta: Chwycilam za bron, zeby moc sie bronic przed wszystkimi sukinsynami, ktorzy koniecznie chca sie do mnie dobrac.
Radgast mowi ochryple: Tak dumalem z poczatku. Zwykle jednak prawda i falsza sa nierozdzielne, tedy dumalem, ze przynajmniej cosiczek z tego musi byc nieprawda.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Mialem na mysli bizuteryje.
Radgast macha reka niedbale.
Spogladasz na barwna bransolete z drobnych koralikow i bransolete z barwnych rzemykow.
Mowisz ze zdziwieniem: To? Niczym mloda dziewuszka ze wsi.
Mruczysz z namyslem.
Mowisz w zadumie: Czy cos jeszcze winnam dopowiedziec? Mysle ze w tej kwestii wszystko wyjasnilam.
Radgast kiwa glowa zgodnie.
Radgast mowi ochryple: Tez tako sadze.
Mowisz do Radgasta: Dalej mam zadawac pytania o swojej osobie?
Radgast mowi ochryple do ciebie: Raczej twierdzenia. Chyba, ze tera kolej na Starego Radgasta.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Ale co tam bedziemy gadac o starym pierniku!
Mowisz do Radgasta: Ja sie na ludziach nie znam. Nie wiem kiedy oszukuja. Zwyklam dowiadywac sie po fakcie, a wowczas dlugo nie pozyli.
Usmiechasz sie paskudnie.
Radgast mowi ochryple: Aze Staremu Radgastowi ciarki po chromym kulasie przeszly.
Smiejesz sie lekko.
Mowisz do Radgasta: Swietnie! Tedy dalej.
Radgast usmiecha sie krotko.
Hmmmmm...
Mowisz do Radgasta: Powiedzmy...
Hmmmmm...
Radgast spoglada z uwaga na ciebie.
Radgast mowi ochryple: To moze zagramy o cos wiecej niz prawda?
Namyslasz sie. Tak... 
Radgast usmiecha sie pytajaco.
Mowisz do Radgasta: Co wasci proponuje?
Radgast marszczy z namyslem czolo.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Podumam nad tym, a czy w miedzy czasie nie moglibysmy sie przeniesc do Nulna?
Hmmmmm...
Mowisz z usmiechem: Niechaj bedzie.
Wstajesz od prostego stolika.
Radgast mowi ochryple: Tutejszy gosciniec przyciagny roznorakich rzezimieszkow
Radgast wstaje od prostego stolika.
Mowisz zlosliwie: Poprowadzic staruszka pod reke?
Radgast mowi ochryple: Jesli bedzie panna tak dobra.
Radgast obejmuje cie skwapliwie.
Mowisz: Nie zwyklam byc mila, jednak.. - pozwalaja bys ujal ja pod reke. - chodzmy zatem.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Niech panna prowadzi ulomnego starca, prosze.


[...]

Zawadiacki mlody halfling kiwa do Radgasta glowa powitalnie.
Czujny niepozorny halfling klania sie niedbale.
Czarnooki smukly polelf rozglada sie swobodnie.
Zawadiacki mlody halfling nuci do Radgasta: Jakie plany wacpan ma?
Radgast otwierajac powoli oczy rozglada sie wokol, dyskretnie sprawdzajac czy nie ominelo go nic godnego uwagi.
Zawadiacki mlody halfling spoglada przelotnie na ciebie.
Mowisz do zawadiackiego mlodego halflinga: Mosci Radgast zdrzemnal sie na przechadzce, a zabawiac bedzie moja skromna osobe.
Odgarniasz wlosy i zakladasz je za ucho tak, zeby ci nie przeszkadzaly.
Zawadiacki mlody halfling kiwa glowa ze zrozumieniem.
Mowisz do Radgasta: Ino mi bez dyskusji.
Pstrykasz palcami.
Zawadiacki mlody halfling mruga porozumiewawczo.
Zawadiacki mlody halfling szturcha Radgasta.
Usmiechasz sie niezauwazalnie.
Radgast mowi ochryple: Otoz to. Wielmozne panstwo pozwoli... Nie godzi sie damie pozwolic dluzej czekac.
Zawadiacki mlody halfling nuci do Radgasta: Slyszysz mnie czy zupelnie ogluchles?
Rechoczesz gromko.
Zawadiacki mlody halfling kiwa glowa ze zrozumieniem.
Mowisz z rozbawieniem: Bogowie, damie!
Czarnooki smukly polelf spoglada nagle na ciebie.
Mowisz: A to dobre.
Zawadiacki mlody halfling nuci do Radgasta: To nie przeszkadzam.
Zawadiacki mlody halfling nuci do Radgasta: To nie przeszkadzamy.
Zawadiacki mlody halfling mruga porozumiewawczo.
Mowisz do Radgasta: Tedy starcze, pytalam gdzie chcesz isc!
Radgast mowi ochryple do zawadiackiego mlodego halflinga: Moge Ogluchnac jak sypinecie zlotem.
Zawadiacki mlody halfling wybucha smiechem.
Parskasz cicho.
Radgast usmiecha sie ponuro.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Gdzie tylko dama sobie zyczy.
Radgast klania sie niezgrabnie.
Mowisz z rozbawieniem: Dama.. pekne ze smiechu.
Krecisz wesolo glowa.

[...]

Plackarnia.
Jest tutaj jedno widoczne wyjscie: zachod.
Sympatyczny tlusciutki halfling.
Radgast przybywa za toba z zachodu.
smczytaj menu

Wytezasz wzrok i z uwaga studiujesz menu tutejszego przybytku.


Na tabliczce widzisz:

                MENU:
Napoje:
 Herbata z rumem:       30 miedziakow
 Swiezy sok:            27 miedziakow
 Czerwone wino:         35 miedziakow

Jedzenie (od teraz rowniez na wynos!):
 Jablko:                15 miedziakow
 Placek z wisienkami:   70 miedziakow
 Placek z jagodami:     50 miedziakow
 Placek z jablkami:     45 miedziakow
 Placek z gruszkami:    45 miedziakow
 Placek z jezynami:     55 miedziakow
 Placek z grzybami:     40 miedziakow
 Placek z wieprzowina:  63 miedziakow
 Placek z kurczakiem:   71 miedziakow
 Placek imperialny:     75 miedziakow
 Placek wegetarianski:  50 miedziakow
 Placek z serem:        50 miedziakow
 Specjalnosc Zakladu:   120 miedziakow


Sympatyczny tlusciutki halfling nuci: Mamy tu najlepsze placki w calym Imperium!
Radgast mowi ochryple do ciebie: Sama wielmozna mowila ze szlachcianka.
Mowisz: Wino! Swietnie!
Radgast spoglada gdzies z uraza.
Mowisz do Radgasta: Z pochodzenia. Nie mowilam, ze wciaz chce nia byc. Skad bym sie tak wyzywajaco tedy ubierala? Klela jak Korsarz.
Radgast mowi ochryple: Moze byc i tutaj.
Siadasz przy kominku.
Przeciagasz sie.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Panne to ja moge nauczyc klnac jak zawodwy zebrak.
Radgast siada przy kominku.
Mowisz do Radgasta: Oj watpie.
Mowisz do Radgasta: Nikt nie klnie bardziej obelzywie niz ja.
Mowisz z rozbawieniem: Toc nawet krasnoludom uszy wiedna.
Namyslasz sie. Tak... 
Radgast mowi ochryple do ciebie: Zalozmy sie. Klne sie na ten zafajdany przybytek, gdzie karczmarz dolewa szczyn do piwa! A placki robi chyba ze szczurzego scierwa, takego jego psia mac natura, ze Stary Radgast moglby takich panny obelg nauczyc, ze i krasnoludzki grabarz, ktory dyma trupy na boku, zarumienilby sie slyszac te kurewskie wiazanki!
Radgast spoglada oniesmielajaco na ciebie.
W ostatniej chwili decydujesz sie nic nie mowic.
Mrugasz lekko.
Mowisz krotko: O kur... - nie dokonczyla slowa zaslaniajac usta dlonia
Radgast rechocze razno.
Mowisz z rozbawieniem: No bogowie, to to ja rozumiem! Wreszcie ktos mowi jak czlowiek!
Radgast mowi ochryple: Oczywiscie, niech panna nie mysli, ze wypadlem sroce spod ogona. Umiem sie zachowac przy damie takoz!
Radgast rechocze halasliwie.
Radgast mowi ochryple: A to chedozyc obyczajnosc tedy.
Radgast macha reka teatralnie.
Mowisz do Radgasta: No to! Na czym stanelo? Ze mialam kolejne twierdzenie o sobie mowic?
Radgast mowi ochryple: Mielismy ustalic zasady.
Mowisz nagle: Ach tak.
Mowisz do Radgasta: Mial sie wasc zastanowic.
Pstrykasz palcami.
Radgast mowi ochryple: Co panna powie na takowe: Raz ja mowie, raz panna. Jesli ktore z nas nie zgadnie to daje zlocisza.
Mowisz do Radgasta: Az zlocisza?
Hmmmmm...
Smiejesz sie cicho.
Bierzesz 21 miedzianych monet, 27 zlotych monet i dziesiec srebrnych monet z otwartej pakownej jasnej torby.
Spogladasz na 27 zlotych monet.
Mowisz do Radgasta: Niech bedzie.
Radgast usmiecha sie starczo.
Radgast mowi ochryple: To tera chyba moja kolej.
Radgast chrzaka oficjalnie.
Mlaskasz.
Mowisz do Radgasta: Tedy niech wasci mowi.
Spogladasz badawczo na Radgasta.
Radgast mowi ponuro: Wiele lat temu wypruwalem se pluca w kopalni, pracujac na godne utrzymanie rodziny, ale nijak nie uczynilo to zycia godniejszym, do tego w kopalni pieprznal metan... Cala wina obarczona prostego sztygara, to jest mnie. I wtracono do lochow... Jak wyszedlem, zona przygarnela sobie gacha, a dziecka sie mnie wyrzekly.
Hmmmmm...
Radgast mowi ponuro: I tako ostalem zebrakiem.
Mowisz do Radgasta: Mam ocenic czy cale to stwierdzenie jest prawda czy klamstwem czy tylko poszczegolne czesci?
Radgast mowi ochryple do ciebie: A jak panna woli?
Radgast drapie sie po plecach.
Radgast stawia ci kieliszek czerwonego wina.
Mowisz do Radgasta: Wolalabym calosc.. ale niechaj bedzie.. bede strzelac tedy.
Wypijasz kieliszek czerwonego wina.
Radgast zamawia i po chwili wypija kieliszek czerwonego wina.
Mruczysz z namyslem.
Radgast mowi ochryple: To niech calosc panna ocenia.
Mowisz do Radgasta: Calosc to prawda.
Odgarniasz wlosy i zakladasz je za ucho tak, zeby ci nie przeszkadzaly.
Radgast rechocze halasliwie.
Radgast mowi ochryple: W zyciu bym nie wypruwal sobie pluc w kopalni.
Mruczysz niewyraznie.
Radgast krzywi sie obmierzle.
Mowisz niecenzuralnie: A zeby Ci tak kuna w rzyc wlazla i se gwiazdko uwila!
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Radgast usmiecha sie szeroko.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Tera panny kolej.
Spogladasz gdzies powoli.
Hmmmmm...
Mowisz do Radgasta: Wspominalam o tym jaki to Antek szarmancki jest jak na gbura..
Radgast jeczy glucho.
Radgast mowi ochryple: Mialo byc o pannie, a nie o krolewiczu.
Mowisz do Radgasta: Tedy podczas gdysmy sie ostatnio widzieli tutaj w Nuln, zabral mnie do lazni, gdzie dosc niechetnie sie przed nim rozebralam, jednak gdysmy sie spirytusu napili, bylam juz tak chetna, ze nie musial dlugo czekac, az zaciagne go do alkierza, chedozylismy sie do bialego rana stosujac coraz to wymyslniejsze pozycje.
Pstrykasz palcami.
Mowisz do Radgasta: Tedy jest o mnie.
Radgast spoglada szybko na ciebie.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Falsz.
Mowisz do Radgasta: Jestes pewny?
Radgast kiwa na ciebie dlonia.
Usmiechasz sie szelmowsko.
Radgast mowi ochryple: Tak.
Radgast usmiecha sie starczo.
Mowisz ciezko: Psia jucha. Znow Ci zlocisza daje?
Radgast mowi ochryple: Moze dac panna dwa, jesli taka wola.
Fukasz.
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Mowisz do Radgasta: Po czym poznal wasc ze to falsz?
Mowisz z namyslem: W zasadzie w polowie prawda, jednak ogolnie stwierdzenie jest falszem.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Baby sie nie zwykly chwalic swymi podbojami, chyba, ze przed innymi babami, za przeproszeniem wielmoznej. A juze na pewno nie z takimi szczegolami.
Radgast pociaga nosem z namyslem.
Smiejesz sie lekko.
Radgast mowi ochryple: Ktora?
Usmiechasz sie tajemniczo.
Radgast mowi ochryple: Racyja, nie bylo pytania.
Radgast macha reka krotko.
Mowisz do Radgasta: A to, juz niech wasci glowke rozpycha rozmyslanie ktora czesc byla prawdziwa.
Radgast mowi ochryple: Obawiam sie, ze moj starczy umysl tak wypelniony jest niecnymi myslami, ze dla innych nie znajdzie sie tani ani ociupinka miejsca.
Radgast usmiecha sie z grymasem.
Radgast mowi ochryple: Dobrze... Kontynuujmy.
Mowisz z rozbawieniem: Och oczywiscie, ze nie poszlam z nim do lozka.
Zagryzasz psotnie wargi.
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Mowisz do Radgasta: Teraz wasci!
Klaszczesz ponaglajaco.
Radgast kiwa glowa leniwie.
Radgast zagryza chytrze wargi.
Spogladasz na Radgasta.
Radgast mowi swobodnie: Kiedysmy sie wybrali z Antkiem pod Poczek Rozy. Trafila sie nam ta sama krasnoludka...
Radgast krzywi sie odruchowo.
Bledniesz jak sciana.
Mowisz do Radgasta: Falsz nad falsze.
Radgast mowi ochryple: Pod Paczek Rozy. Taki przybytek w Oxenfurcie.
Radgast macha reka krotko.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Alez to byla prawda najprawdziwsza.
Mowisz nagle: Krasnoludka?!
Radgast mowi ochryple: Ja w pore ucieklem...
Radgast kiwa glowa dramatycznie.
Mowisz do Radgasta: Antek dupczyl krasnoludke?!
Radgast mowi niewyraznie do siebie: Choc potem dopadla innego dnia...
Mowisz do Radgasta: Co tam wasci burczy pod nosem?
Radgast mowi ochryple do ciebie: Teraz panny kolej!
Radgast usmiecha sie uprzejmie.
Fukasz cicho.
Radgast rechocze zlosliwie.
Radgast otwiera wyszywany kapciuch.
Radgast bierze zeschniete zoltawe ziele z otwartego wyszywanego kapciucha.
Radgast zamyka wyszywany kapciuch.
Radgast bierze rzezbiona szponiasta fajke z otwartego marynarskiego plociennego worka.
Radgast mowi ochryple: A...
Radgast mowi ochryple: Moneta.
Mlaskasz.
Radgast chrzaka glosno.
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Radgast mowi ochryple: Dziekuje.
Mowisz do Radgasta: Jestem dziewica.
Radgast usmiecha sie do ciebie wdziecznie.
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Radgast spoglada uwaznie na ciebie.
Mowisz z usmiechem: Prawda czy falsz?
Radgast mowi ochryple: O, psia mac!
Radgast mowi ochryple do ciebie: To panna zagadke wymyslila.
Radgast spoglada gdzies ciezko.
Zagryzasz lekko wargi.
Radgast pociera czolo z namyslem.
Radgast spoglada glupawo na ciebie.
Mrugasz.
Radgast otwiera wyszywany kapciuch.
Radgast zamyka wyszywany kapciuch.
Radgast nabija rzezbiona szponiasta fajke odrobina zeschnietego zoltawego ziela.
Radgast otwiera wyszywany kapciuch.
Radgast zamyka wyszywany kapciuch.
Radgast zapala rzezbiona szponiasta fajke kilkakrotnie przy tym pykajac, aby podtrzymac zar.
Radgast krzywi sie nieznacznie, podrazniony dymem z zapalonej rzezbionej szponiastej fajki.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Ten tego...
Radgast chrzaka niepewnie.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: To w istoscie trudna zagadka.
Radgast kiwa glowa grobowo.
Mowisz do Radgasta: Ja mam czas, nigdzie sie nie spiesze.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: Falsz.
Radgast zagryza z namyslem wargi.
Mowisz marudnie: Psia krew.
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Radgast rechocze triumfalnie.
Mowisz obrazalsko: Wasci oszukuje, ot co!
Radgast marszczy lekko nos, laskotany slodkawym dymem z zapalonej rzezbionej szponiastej fajki.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: W myslach nie czytam, jeno w oczach.
Radgast usmiecha sie prostodusznie.
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Mlaskasz lekko.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Znaczy nie to coby pannie z oczy patrzalo grzechem...
Radgast chrzaka z zafrapowaniem.
Smiejesz sie.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Nic zdroznego na mysli nie mialem, wszelako!
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: To niech panna tera slucha.
Radgast wybucha rzewnym placzem, tlumaczac, ze to nie jego wina. Polykajac lzy, pelnym zalosci glosem wyjasnia, ze to przez magow, co paktuja z demonami w swych przekletych wiezach. To oni mieli wpierw odebrac mu wszystko, a potem zawladnac umyslem i sprowadzic na zla droge. Ale tak naprawde, jak zapewnia, jego serce jest dobre i czyste jak lza...
Namyslasz sie nad zagmatwana wypowiedzia. Tak... 
Smiejesz sie.
Sympatyczny tlusciutki halfling wyciera blat scierka.
Mowisz do Radgasta: Wasci serce dobre i czyste jak lza? Lepszego klamstwa w zyciu nie slyszalam.
Radgast pociaga nosem glosno.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Smiejesz sie.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Chcialem dac wielmoznej szanse.
Radgast usmiecha sie uprzejmie.
Mowisz do Radgasta: Ehe, jasne.
Namyslasz sie. Tak... 
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Dalej tak latwo nie bedzie.
Radgast usmiecha sie szeroko.
Mowisz do Radgasta: Jak przyplynelam zeby obic Antkowi morde, zaciagnelam go na bagna, coby nikt nie widzial i nie posadzal mnie. Po tym jak zmiekczyl moje serce swoimi slowami, poprosilam go zeby mnie pocalowal, co raczyl tez uczynic. Prawda czy falsz?
Pstrykasz palcami.
Radgast przewraca oczami.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: Niech panna mu gnaty polamie i do plecaka schowa bo i tak jest stale obecny.
Smiejesz sie.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: A to co panna rzekla to prawda.
W ostatniej chwili decydujesz sie nic nie mowic.
Przy akompaniamecie cichego cmokniecia, Radgast wypuszcza odrobine dymu z zapalonej rzezbionej szponiastej fajki.
Radgast marszczy lekko nos, laskotany slodkawym dymem z zapalonej rzezbionej szponiastej fajki.
Radgast trzymajac zapalona rzezbiona szponiasta fajke w ustach spoglada wnikliwie na ciebie.
Mowisz do Radgasta: No do jasnej cholery!
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Bez urazy, to bylo za latwe.
Fukasz obrazalsko.
Mowisz do Radgasta: A to niby czemu za latwe?
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: Tyle panna o nim mowi, ze to musiala byc prawda.
Mruczysz niewyraznie.
Mowisz: Niech bedzie, teraz wasci kolej.
Radgast kiwa glowa z namyslem.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi do ciebie: Mialem sie zenic z kaplanka Melitele. Przyjela oswiadczyny. Nawet zaprosilismy gosci na slub i weslisko.
Hmmmmm...
Radgast nabiera w usta slodkawego dymu z zapalonej rzezbionej szponiastej fajki i bucha nim przez nozdrza niczym smok!
Mowisz z namyslem: Z kaplanka.. hmm..
Spogladasz w zadumie na Radgasta.
Radgast dlubie sobie w uchu.
Mowisz do Radgasta: To akurat prawda.
Radgast chrzaka krotko.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Po czym panna poznala?
Radgast usmiecha sie z zaciekawieniem. Trzymana przez niego w ustach zapalona rzezbiona szponiasta fajka sprawia jednak, ze wyglada to dosc karykaturalnie.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Mowisz do Radgasta: Po tym, ze tak spokojnie wasci o tym powiedzial.
Usmiechasz sie mimowolnie.
Nie wyjmujac fajki z ust Radgast ochryple mowi: Uczy sie panna.
Radgast kiwa glowa z aprobata.
Rzezbiona szponiasta fajka Radgasta wypala sie i gasnie.
Mowisz do Radgasta: Zatem.. hm.. coby tu..
Rozgladasz sie z namyslem.
Radgast mowi powoli: Miala na imie Zdzisia. Ale do slubu nie doszlo.
Radgast mowi ochryple: Nie widzialem juz jej pozniej.
Mowisz do Radgasta: Zatem wasc sie z tym pogodzil? Dlatego tak spokojnie o tym mowi?
Radgast wzrusza ramionami.
Radgast mowi ochryple: Chyba jestem za Stary na zeniaczke.

[tutaj wymazane]

Radgast mowi grobowo: Jestem zaginionym synem Foltesta. A Ada to moja siostra.
Radgast spoglada gdzies.
Parskasz.
Mowisz do Radgasta: No bez przesady, niechmi wasci glupot nie pieprzy.
Radgast mowi ochryple: Czyli lze jak pies?
Potwierdzasz.
Radgast mowi ochryple: Ach, a byloby co opowiadac kamratom gdy wielmozna w to uwierzyla!
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Krecisz z rozbawieniem glowa.
Radgast rechocze ochryple.
Mowisz do Radgasta: Moze jestem latwowierna, ale nie glupia!
Radgast mowi ochryple: Iscie.
Radgast mowi ochryple: Choc i latwowiernosci sie panna przy Starym Radgascie predko wyzbedzie.
Radgast mowi ochryple: A mysle, ze i juz zaczyna sie wyzbywac.
Radgast spoglada bystro na ciebie.
Mowisz spokojnie: Ehe, za to stane sie kompletnie nieufna.
Radgast mruga.

[tu tez wymazane ;)]

Radgast mowi ochryple: To co to ja tera mialem...
Mowisz z rozbawieniem: Tedy nic nie stracilam, nic nie zyskalam.
Radgast spoglada gdzies z namyslem.
Radgast mowi ochryple: A to juze koniec?
Mowisz do Radgasta: Nie no.. poki co!
Radgast kiwa glowa ze zrozumieniem.
Radgast mowi ochryple: Poki co.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Mam syna o imieniu Franciszek.
Spogladasz nagle na Radgasta.
Mowisz do Radgasta: Prawda.
Radgast spoglada milczaco na ciebie.
Mowisz do Radgasta: I tez jest zebrakiem.
Radgast rechocze niespodziewanie.
Radgast mowi ochryple: Zna go panna?
Mowisz do Radgasta: Ach, koniecznie chce wasci wiedziec? Nie chwalil sie jak to mu morde obilam?
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Mowisz do Radgasta: Jak to on niehonorowo postepuje? Moze mu wasci dupe przetrzepac.
Mowisz do Radgasta: Nie, nie zatluklam go. Chcialam mu dac nauczke.
Radgast mowi ochryple: Niech panna opowie.
Radgast mowi ochryple: I da zlocisza, bo to nie moj syn, a ochroniarz osobisty.
Parskasz.
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Mowisz: Kiepski ochroniarz.
Radgast mowi ochryple: Naprawde panna myslala, ze nazwalbym tak syna?
Radgast usmiecha sie krzywo.
Mowisz do Radgasta: Mowi na siebie w skrocie Franek? Coby nie bylo ze myle osoby.

[tutaj usuniete ze wzgledu na opowiesc o ostanich wydarzeniach]

Rozkladasz rece.
Radgast krzywi sie cierpko.
Radgast mowi ochryple do ciebie: W takim razie niech wielmozna mi wybaczy.
Mowisz do Radgasta: Ale jesli to Twoj faktyczny ochroniarz, to kiepsko sobie ludzi dobierasz.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Bo ponosze calkowita odpowiedzialnosc za tego slabujacego na umysle idiote.
Machasz reka lekko.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Wiecej sie ta sytuacyje nie powtorzy.
Mowisz do Radgasta: Niech wasci nie przeprasza.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Ma na to wielmozna moje slowo.
Spogladasz z usmiechem na Radgasta.
Mowisz do Radgasta: Zbyt wiele wasci sobie do serca bierze.
Mowisz z namyslem: Coz.. nie dziwie sie, ze sie nie chwalil, skoro bym mu tylek przetrzepala nawet zbroi nie noszac, a potem jeszcze sie tak niehonorowo zachowal.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Oczywiscie jest winien wielmozny przeprosiny.
Radgast mowi ochryple do ciebie: I to grube.
Radgast chrzaka z namyslem.
Mowisz do Radgasta: Mysli wasc ze nie mam nic innego do roboty, tylko chodzic za nim i sprawiac mu lanie? Zal mi go.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Jesli nie okaze takowych, sam go skarce.
Machasz reka.
Radgast mowi ochryple: I to porzadnie.
Mowisz do Radgasta: Niech wasci da spokoj. Nie zywie urazy wobec niego.. zbyt wielkiej.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Nie moge tego tak zostawic. Tozto sie nie godzi, psia mac.
Radgast namysla sie nad czyms, walac piescia w stol.
Przelykasz glosno sline... Glurp!
Mowisz do Radgasta: Po co wasci ochroniarz slabszy od siebie samego?
Radgast mowi ochryple do ciebie: Na reke tosmy sie nie silowali, ale powiem wielmoznej, ze jako moj osobisty wykidajlo... Choc oczywiscie takowego nie mam, bo jakze by zebrak mial miec wlasnego ochroniarza...
Radgast zagryza chytrze wargi.
Parskasz cicho.
Radgast spoglada wymownie na ciebie.
Dajesz dwie zlote monety Radgastowi.
Mowisz do Radgasta: Tedy dalam sie podwojnie nabrac.
Namyslasz sie nad tym klepiac sie dlonia w udo. Tak... 
Radgast mowi ochryple: Ale tak poza tym spisuje sie bez zarzutu. Jeno mowie ciezkawy na umysle i wszedzie by zwady szukal.
Sympatyczny tlusciutki halfling wyciera blat scierka.
Krecisz z rozbawieniem glowa.
Radgast spoglada z zainteresowaniem na dwie zlote monety.
Radgast mowi ochryple do ciebie: A dziekuje slicznie.
Radgast mowi ochryple: Tym nie mniej powtarzam: Moze czuc sie wielmozna bezpieczna w Novigradzie. Przynajmniej ze strony biedoty.
Krecisz z rozbawieniem glowa.
Calujesz miekko Radgasta w policzek.
Radgast mowi ochryple: Ale gdyby ktosik inny ja niepokoil... Tez byc moze moglbym cos na to zaradzic.
Radgast usmiecha sie do ciebie promiennie.
Mowisz do Radgasta: Na cala reszte, to juz mam swoje sposoby.
Radgast mowi ochryple do ciebie: I ten calus byl duzo wiecej wart niz wszystkie monety ktore od damy otrzymalem. Oczywiscie monety zachowaw, za wybaczeniem wielmoznej.
Radgast usmiecha sie prostodusznie.
Spogladasz z rozbawieniem na Radgasta.
Smiejesz sie cicho.
Mowisz z namyslem: Teraz moja kolej?
Radgast usmiecha sie przyzwalajaco.
Mowisz do Radgasta: Nawiazalam ostatnio kontakt z Osadnikami i mam zamiar dolaczyc do nich.
Radgast mowi ochryple: Z jakimi osadnikami? Temerskimi?
Potwierdzasz.
Radgast mowi ochryple: Mysle, ze prawda.
Mowisz do Radgasta: Zlocisza prosze.
Pokazujesz jezyk.
Radgast rechocze ochryple.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Parskasz.
Radgast krzywi sie cierpko.
Radgast mowi ochryple: To tera znow moja kolej...
Potwierdzasz.
Radgast klepie sie z namyslem po glowie.
Spogladasz z zaciekawieniem na Radgasta.
Radgast mowi ochryple: Z wszystkich win pochodzacych z Novigradu, moim ulubionym jest Beserker.
Hmmmmm...
Mowisz ciezko: Psia krew, a skad ja mam to wiedziec?
Mowisz: Niech bedzie, ze to falsz.
Radgast mowi ochryple: Strzela panna?
Radgast spoglada z zainteresowaniem na ciebie.
Potwierdzasz.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Smiejesz sie.
Radgast mowi ochryple: To dobrze panna strzelila.
Mowisz do Radgasta: A jakie jest ulubione?
Radgast mowi ochryple: Beserker.
Radgast mowi ochryple: Ale winnice maja bodajze pod Wyzima.
Radgast mowi ochryple: W Novigradzie go tylko sprzedaja.
Radgast usmiecha sie krotko.
Mowisz ze zdziwieniem: Ach.. psia krew. Nie znam sie na winach.
Mowisz do Radgasta: Skoro teraz moja kolej..
Hmmmmm...
Mowisz do Radgasta: Slowo nalesnik to tajne haslo moje i Antka, ktore oznacza tyle co "zamknij sie i pij".
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Mrugasz.
Radgast mowi ze zdziwieniem: Nalesnik?!
Smiejesz sie.
Mowisz do Radgasta: Ano. Nalesnik.
Radgast mowi ochryple: Za przeproszeniem, to takie niedorzeczne, ze moze byc prawdziwe.
Radgast drapie sie po glowie.
Radgast mowi ochryple: Ale zaryzykuje, ze to jednak falsz.
Namyslasz sie. Tak... 
Mowisz: Pozwole sobie sprostowac..
Radgast mowi ochryple: Teraz?
Mowisz do Radgasta: Chodzi konkretnie o samo wytlumaczenie.
Radgast mowi ochryple: Czyli konkretnie o co?
Mowisz: Nie tyle o slowo, co o wyjasnienie slowa. Bo nalesnik to jest tajne haslo.
Mrugasz.
Radgast mowi ochryple: Domyslam sie.
Smiejesz sie.
Radgast mowi ochryple: Bule zlocisza?
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Radgast mowi ochryple: To sie pogubilem.
Mowisz do Radgasta: Kazalam mu powtarzac nalesnik, zeby sprawdzic czy jest trzezwy.
Radgast mowi ochryple: Ahaaa...
Mowisz do Radgasta: W momencie gdy byl w stanie wypowiedziec to bez zajakniecia sie, zgodzilam sie, zeby mnie namalowal.
Radgast siega do pasa po skorzany nieduzy buklak i pociaga z niego troche wodki.
Radgast siega do pasa po skorzany nieduzy buklak i pociaga z niego troche wodki.
Smiejesz sie.
Radgast mowi ochryple: Nalesnik, nalesnik. Nalesnik ze szczurzym farszem.
Mowisz do Radgasta: Nie jest wasc ani odrobine pijany!
Radgast mowi ochryple: Az zal, ze nie mam talentow malarskich.
Radgast wzdycha grobowo.
Radgast mowi ochryple: Mam zrobic motylka?
Wydymasz wargi wesolo.
Radgast mowi ochryple: Czy insza jaskolke?
Mowisz ze zdziwieniem: Motylka?
Radgast macha beztrosko rekami.
Radgast mowi ochryple: Motylek.
Smiejesz sie wesolo.
Radgast mowi ochryple: Dobra, to na czym to stanelo?
Mowisz z rozbawieniem: O bogowie, faktycznie motylek! Tylko jakis taki stary.
Mowisz do Radgasta: Na tym, ze teraz wasci kolej.
Mrugasz.
Radgast mowi ochryple: Co za czasy. Gdy niewiasta wypomina ci wiek, jak tu sie czuc mlodo.
Radgast mowi ochryple: A, tak.
Smiejesz sie cicho.
Radgast namysla sie.
Radgast wybucha rzewnym placzem, tlumaczac, ze to nie jego wina. Polykajac lzy, pelnym zalosci glosem wyjasnia, ze to przez kobiety. Jednej z nich oddal serce i caly majatek, sam mial jednak byc tylko kaprysem, marna zabawka, ktora znudzila sie w mgnieniu oka. Ograbiony, odrzucony moze tylko prowadzic to nedzne zycie, ktorego z calego serca sie wstydzi.
Radgast spoglada zalosnie na ciebie.
Hmmmmm...
Mowisz z namyslem: Nocoz..
Radgast zagryza placzliwie wargi.
Mowisz do Radgasta: Watpie w to, ze wasci sie wstydzi, wrecz przeciwnie. I szczerze watpie w to, ze to przez kobiety. Za madry wasc jest, zeby dac sie kobiecie zrobic w jajo.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Smiejesz sie cicho.
Radgast usmiecha sie z uznaniem.
Radgast mowi ochryple: Zasluzyla wielmozna na tego zlocisza, niech mnie pieklo porwie!
Mowisz do Radgasta: Nieee, niech pieklo nie porywa, kto wowczas bedzie mnie rozmowami zabawial?
Radgast mowi ochryple: Zlego diabli nie biora. A przynajmniej nie predko. Wiec bez obawy.
Smiejesz sie cicho.
Radgast mowi ochryple: To teraz panny kolej.
Radgast mowi ochryple: Jesli jeszcze ma panna sily.
Mowisz z namyslem: Bogowie, juz tyle powiedzialam, ze zastanawiam sie co tu jeszcze..
Spogladasz nagle na Radgasta.
Sympatyczny tlusciutki halfling nuci pod nosem jakas piosenke o plackach.
Mowisz ze zdziwieniem: Ja mialabym nie miec sily?!
Usmiechasz sie hardo.
Radgast usmiecha sie milczaco.
Mruczysz z namyslem.
Drapiesz sie w ucho.
Mowisz ciezko: Bogowie co by tu jeszcze..
Hmmmmm...
Mowisz nagle: Ach, co mi tam.
Radgast zdejmuje z siebie prosty brazowy plaszcz.
Radgast oddycha pelna piersia.
Mowisz do Radgasta: Gdy przybylam do Novigradu, nieco poznalam miasto.. pomagala mi pewna kobieta. Jednak miala bardzo dziwaczne zapedy i w koncu sie z nia przespalam.
Radgast chrzaka z powaga.
Spogladasz na Radgasta.
Radgast mowi odkrywczo: Adjana?
Mowisz z rozbawieniem do Radgasta: Zlocisza prosze - kobieta szczerzac sie wyciaga ku Tobie dlon
Radgast mowi ochryple: Moglem sie domyslec.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Radgast mowi ochryple: Cholera, ogra mnie panienka.
Radgast kreci z podziwem glowa.
Mowisz do Radgasta: Nie ocipialam jeszcze zeby sypiac z kobietami. Poza tym nie potrzebuje niczyjej pomocy.
Puszczasz dyskretnie oczko.
Radgast mowi ochryple: Dla cyckow mozna stracic glowe. I zlocisza.
Radgast wzdycha ciezko.
Parskasz.
Mowisz do Radgasta: Chyba raczej nie. Mi cycki w glowie nie zawracaja, widuje je co rano - spuszcza wzrok spogladajac w swoj dekolt.
Radgast spoglada odruchowo na ciebie.
Radgast mowi ochryple: Pozazdroscic.
Radgast usmiecha sie do ciebie przymilnie.
Spogladasz z rozbawieniem na Radgasta.
Wydymasz wargi.
Radgast mowi ochryple: A, tak moja kolej.
Radgast chrzaka z roztargnieniem.
Kiwasz glowa powoli.
Energicznym ruchem potrzasasz glowa, a wlosy powiewaja ci wokol glowy.
Przeczesujesz palcami swe siegajace ramion, kruczoczarne swobodnie rozpuszczone, ukladajce sie w fale wlosy tak, aby wszyscy zwrocili na nie uwage.
Radgast pociera czolo z namyslem.
Mowisz wesolo: Co? Coraz trudniej cos wymyslec?
Radgast mowi ochryple: Starosc nie radosc. Ciezko przypomniec sobie wczorajszy dzien, a co dopiero ubiegly miesiac czy rok.
Radgast mowi ochryple: Ale bez ochyby, zara cos wymysle.
Krecisz z usmiechem glowa.
Radgast mowi odkrywczo: Mam.
Radgast mowi ochryple: Elf poratowal mnie jalmuzna
Radgast wyglada jakby chcial cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslil.
Hmmmmm...
Radgast mowi ochryple: W takim szoku bylem!
Mowisz do Radgasta: Jakis konkretny elf, czy po prostu elf?
Radgast kiwa glowa powaznie.
Radgast mowi ochryple: Elf, psia mac to juze konkretna sprawa!
Mowisz do Radgasta: Podejrzewam, ze to prawda.
Usmiechasz sie przelotnie.
Radgast mowi ochryple: Ja tez. Choc za pierwszym razem nie moglem uwierzyc.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Smiejesz sie.
Mowisz do Radgasta: Moja kolej.
Radgast kiwa glowa.
Mowisz do Radgasta: Poszlabym do lozka z kazdym mezczyzna, ktory bylby w kwiecie wieku i pokazal, ze ma conieco w glowie i potrafi sie zajac kobieta.
Radgast spoglada szybko na ciebie.
Usmiechasz sie promiennie.
Mowisz wesolo: No co?
Pokazujesz jezyk.
Radgast mowi ochryple: O, psia mac, alez bije goracem z tego pieco
Radgast chrzaka ochryple.
Spogladasz na kominek.
Mowisz olewczo: Oj tam. Ja mam tak kusa ta sukienke, ze mi to wszystko jedno.
Radgast spoglada lubieznie na ciebie.
Mowisz do Radgasta: No no! Prawda czy falsz?!
Grozisz Radgastowi palcem.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Prawda psia mac! Prawda! Musi to byc prawda!
Smiejesz sie.
Mowisz do Radgasta: To jest taka prawda, ze az gowno prawda.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Radgast mowi ochryple: Wiem. Ale musialem zarazykowac.
Mowisz do Radgasta: Moze i wygladam i zachowuje sie jakbym tak mogla zrobic, ale jakby mialo dojsc co do czego spieklabym raka i nie wiedziala co ze soba zrobic.
Odgarniasz wlosy i zakladasz je za ucho tak, zeby ci nie przeszkadzaly.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Przecie nie uwierzylem. Tymbardziej, ze nawet nie kazdy mlodzik ma zdrowie Starego Radgasta.
Radgast usmiecha sie chelpliwie.
Parskasz.
Mowisz do Radgasta: A to dopiero ciekawostka..
Radgast mowi ochryple do ciebie: Szczur w potyczce zezarl mi oko.
Radgast wskazuje czarna przepaske.
Unosisz brwi w niemym gescie zdumienia.
Hmmmmm...
Mowisz do Radgasta: Szczur? Bogowie.. Prawda!
Radgast mowi zalosnie: I co ja zrobie bez tego oka! Ajajaj!
Radgast zdejmuje z siebie czarna przepaske.
Radgast mruga do ciebie balamutnie.
W ostatniej chwili decydujesz sie nic nie mowic.
Radgast mowi ochryple: Zlocisz.
Mowisz do Radgasta: Ale oszust!
Radgast kiwa na ciebie dlonia.
Dajesz zlota monete Radgastowi.
Mowisz do Radgasta: To po co ja nosisz?
Radgast mowi ochryple: Wlasnie po to.
Radgast podrzuca wysoko zlota monete i lapie ja zgrabnie, z chciwym blyskiem w oku.
Fukasz.
Radgast zagryza chytrze wargi.
Drapiesz sie w ucho.
Radgast mowi ochryple: Bylem pewien, ze panna nie uwierzy.
Radgast spoglada z zainteresowaniem na zlota monete.
Radgast mowi ochryple: Jak to sie czasem czlowiek myli!
Mowisz do Radgasta: Phi, wszystko jest mozliwe. Nawet takie ciapy chodza po swiecie, co dadza sobie oko wygryzc.
Pokazujesz jezyk.
Radgast usmiecha sie niewinnie.
Radgast mowi ochryple: No, no, znalem takich co stracili oko bo zazdrosna kochanka ich widelcem dzgnela, a miala poczatkowo zamiar jedynia podac na stol steka.

[usuniete ze wzgledu na niecenzuralne sceny!!!]

Mowisz do Radgasta: Teraz wasci!
Radgast kiwa glowa powoli.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Mam na brzuchu mysze. Moge sprawic, ze zatanczy.
Zalamujesz sie calkowicie.
Mowisz do Radgasta: Falsz.
Radgast mowi mrukliwie: Jest panna pewna?
Potwierdzasz.
Radgast mowi ochryple: Ale mam szczura! Tez paradny!
Radgast mowi ochryple: Chce panna obaczyc?
Smiejesz sie.
Radgast spoglada gdzies chelpliwie.
Mowisz do Radgasta: Obejdzie sie. Ale chetnie zobacze mojego zlocisza.
Radgast mowi ochryple: Takiego panna nie widziala, slowo daje!
Radgast spoglada z rezygnacja na ciebie.
Radgast  DAJE CI zlota monete.
Krecisz z rozbawieniem glowa.
Radgast mowi smetnie: Na pewno panna nie chce obaczyc tanczacego szczura?
Mowisz do Radgasta: Juz rozne dziwactwa w swoim zyciu ogladalam, ale szczura? To na pewno nie jest ciekawe.
Pokazujesz jezyk.
Radgast mowi ochryple: To niech panna patrzy!
Jeczysz cicho.
Radgast zdejmuje z siebie zbroje ze skory szczura.
Radgast zdejmuje z siebie wymietoszona znoszona koszule.
Namyslasz sie nad tym rozsiadajac sie wygodnie. Tak... 


Radgast z Grabowej Buchty, mezczyzna.
Na karku ma typowy brazowy tatuaz ponurego sepa.
Na lewym przedramieniu ma prosty ziemisty tatuaz wyblaklego wyszczerbionego noza wbitego w bochenek chleba.
Cala prawa reka, od ramienia az po dlon mezczyzny ozdobiona jest ciemnymi i brazowymi tatuazami szkaradnego szkieletowatego ghula z wyszczerzonymi zebami i duzego kufla piwa spowitego piana.

Na brzuchu ma maly szary tatuaz sympatycznego szczura.

Jest od ciebie wyzszy o glowe - wydaje sie byc wysoki jak na mezczyzne. Ponadto, jak na mezczyzne wydaje sie byc chudy.
Zdaje sie byc w swietnej kondycji.
Trzyma solidny debowy kostur w prawej rece.
Do pasa ma przytroczone skorzany nieduzy buklak, zamkniety skorzany nieduzy woreczek, olejna mosiezna lampe, okragly buklak i dlugi czarny bicz ze skory szczura.
Ma na sobie pare starych butow.
Na jego szyi wisi skorzany rzemyk z nanizanymi literkami, ukladajacymi sie w napis 'WSPOMOZ'.
Nosi podniszczona dziurawa pare spodni.
Jego siegajace szyi, siwe wlosy sa lekko przerzedzone.


Radgast wstaje sprzed kominka.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Niech sie panna mu przyjrzy! - Starzec wciagaga brzuch, nastepnie rozpreza ponownie zylaste miesnie wychudlego ciala. Po tem jeszcze wykonuje nim rozne dziwaczne ruchy. A szczur na nim... Masz wrazenie, ze szczerzy sie zalotnie do ciebie - I co nie paradny?
Radgast rozglada sie chelpliwie.
Parskasz wesolo.
Mowisz z rozbawieniem: Ani troche!
Radgast prycha z uraza.
Radgast namysla sie nad czyms, robiac mine zbitego psa.
Radgast mowi ochryple: To juze wiecej sie do panny nie usmiechnie, niecnotna.
Chichoczesz.
Radgast siada przy kominku.
Mowisz z rozbawieniem: O bogowie.. juz nic dzisiaj wiecej nie wymysle.
Przeciagasz sie leniwie.
Radgast mowi ochryple: Ja tez sie poddaje.
Szturchasz aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka.
Spogladasz na 30 zlotych monet, dziesiec srebrnych monet i 21 miedzianych monet.
Mowisz z rozbawieniem: No prosze.. jestem trzy zlocisze do przodu.
Radgast mowi ochryple do ciebie: Szybko sie panna uczy, albo ja glupieje przy pannie.
Usmiechasz sie tajemniczo.
Mowisz do Radgasta: A mysli wasc ze czemu kobiety to rewelacyjne klamczuchy i manipulantki?
Radgast mowi: To pewno tez dzieki cyckom!
Potwierdzasz.
Mowisz do Radgasta: Ot co! Bo mamy cycki. A mezczyzni lubia cycki.
Pokazujesz jezyk.
Mowisz sennie: No coz. Zabawnie bylo, ale spac trzeba.
Radgast mowi ochryple: Moge obaczyc tego gwarka?
Dajesz aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka Radgastowi.
Mowisz marudnie: Nie moge go niczego nauczyc.
Radgast spoglada sceptycznie na aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka.
Radgast  DAJE CI aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka.
Glaszczesz powoli aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka.
Radgast mowi ochryple: Ja takoz nic nie poradze.
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek pedantycznie wygladza dziobkiem nastroszone piora.
Radgast mowi ochryple: Musi panna zapakowac krolewicza do plecaka, nie ma wyjscia.
Wstajesz sprzed kominka.
Radgast wstaje sprzed kominka.
Radgast zamyka skorzany pojemny mieszek.
Mowisz ze zdziwieniem: Krolewicza?
Wkladasz 30 zlotych monet, dziesiec srebrnych monet i 21 miedzianych monet do otwartej pakownej jasnej torby.
Radgast zaklada czarna przepaske.
Radgast otula sie prostym brazowym plaszczem.
Radgast mowi ochryple: Antka
Hmmmmm...
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek gwarzy glosno gdzies zaslyszane: u...friiil... przejscie...rrrik... dla...spirrrytusowej...lirrrla... dzieeewczy...rliii....
Spogladasz z usmiechem na aksamitnoczarnego modrookiego kolorowego gwarka.
Radgast mowi ochryple: No wlasnie - Zwraca sie w strone gwarka.
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek wydaje cichy, melodyjny trel.
Mowisz do Radgasta: Nieee, nie bede go pakowac do plecaka. Bo i po co? Bardziej sie przyda w calosci. Gdzies wasci odprowadzic? Toc nie wypada bysmy w jednym lozku spali.
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek rozposciera skrzydla, trzepoczac nimi przez chwile.
Radgast mowi ochryple do ciebie: A niech ludzie gadaja!
Radgast usmiecha sie do ciebie ochoczo.
Mrugasz.
Mowisz do Radgasta: Co tam ludzie, ja nie zezwalam!
Aksamitnoczarny modrooki kolorowy gwarek kreci sie i podskakuje niespokojnie.
Radgast mowi ochryple: Dobra, dobra. Pokustykam w swoja strone!
Radgast wzdycha nedznie.
Smiejesz sie.
Radgast przebiera niedoleznie nogami.
Radgast posyla ci pozegnalny usmiech, wyrazajac przy tym cicha nadzieje, ze wasze drogi szybko zejda sie ponownie.
Mowisz do Radgasta: I prosze mnie nie sledzic.
Calujesz miekko Radgasta w policzek.
Mowisz z usmiechem: Do zobaczenia!
Radgast mruga do ciebie na pozegnanie.
Oh holi krap.. i komu sie bedzie takie cos dlugiego chcialo czytac?
Ostatnio zmieniony 20 sie 2011 01:17 przez Mahaila, łącznie zmieniany 1 raz.
— A przysięgałem sobie, że gdy cię spotkam, padnę ci do nóg…
— Podziękuj — przytuliła się do niego. — Tak, jak należy. I padnij mi do nóg. Śniłam o tym, że padasz mi do nóg.
— Nikoletto…
— Nie tak. Inaczej.

Sylph
Posty: 3
Rejestracja: 17 maja 2009 15:27

Re: Logi!

Post autor: Sylph » 19 sie 2011 17:41

Cześć,

Znalazłem trochę starych, na prawdę starych logów z Arkadii. Część jest mniej lub bardziej moja, wiorka + mutant jakoś 1999-2004, część Legora (wojny berkowo - wiorkowe) z jeszcze mroczniejszych czasów.
Część moich logów była komentowana w środku pod wpływem emocji, proszę się nie czepiać.

Gdyby się komuś nudziło, to można poczytać ;-)

http://thor.rootnode.net/arkadia/logi/

Awatar użytkownika
Auglenn
Posty: 133
Rejestracja: 14 lut 2009 02:09

Re: Logi!

Post autor: Auglenn » 20 sie 2011 00:16

Fragment wymiany uprzejmości :P. Całość była sporo dłuższa, pod koniec trąciła już lekko niesmakiem, ale to mnie rozbawiło ;)
[xxx yyy elfka] nuci zimno: Kupiecki kurwidolek.
[xxx yyy elfka] usmiecha sie paskudnie odslaniajac rowne rzedy ostrych jak brzytwa, spiczastych, bialych zebow.
zzz mowi: Neeen, nie jest signorina jedna z nas.
zzz mowi: Totez troche nam brak.
zzz mowi: Ale dazymy do idealu.
[xxx yyy elfka] nuci zimno do zzz: Nie jestem i nie bede. Nie potrafie wchodzic nikomu w dupe jak to czynia Kupcy lub Partnerzy.
[xxx yyy elfka] zachwyca sie zzz.
[xxx yyy elfka] usmiecha sie zimno odslaniajac rowne rzedy ostrych jak brzytwa, spiczastych, bialych zebow.
zzz mowi: W koncu jest signorina kobieta, mysle, ze to inni za przeproszeniem...
zzz mowi: Mogli by wchodzic panience, tam gdzie panienka rzekla.
zzz rumieni sie .
[xxx yyy elfka] nuci zimno do zzz: Nie wiesz co mowisz handlarzu.
zzz mowi: Sugeruje jedynie signorinie logiczne rozwiazania.
Ruda Paskuda :twisted:
Obrazek

Awatar użytkownika
Telperien
Posty: 17
Rejestracja: 04 cze 2011 18:39

Re: Logi!

Post autor: Telperien » 28 sie 2011 00:43

Kod: Zaznacz cały

Karczma.
Sa tutaj trzy widoczne wyjscia: poludniowy-wschod, gora i zachod.
Umiesniona milczaca wojowniczka, smukla ponetna kobieta, krzepka energiczna karczmarka i potezny silny mezczyzna.
[b]Koncentrujesz sie na walce z beznosym drapieznym potepiencem.[/b]
> 
Jestes ranna.
Umiesniona milczaca wojowniczka jest w swietnej kondycji.
Smukla ponetna kobieta jest w swietnej kondycji.
Krzepka energiczna karczmarka jest w swietnej kondycji.
Potezny silny mezczyzna jest w swietnej kondycji.
> 
Potezny silny mezczyzna przeciaga sie i bez slowa rusza z miejsca.

Potezny silny mezczyzna zaskakujac cie calkowicie zarzuca sobie na plecy i wynosi poza teren karczmy, do ktorej szybko wraca.
hmmm...

I wszystko jasne :)
Tar-Telperien aen Bluast Geve

Ulav
Posty: 318
Rejestracja: 27 wrz 2009 00:44

Re: Logi!

Post autor: Ulav » 28 sie 2011 02:40

http://www.logizarki.pl/repositories/file/render/549/

Mialem wrzucic odrazu po wydarzeniu, ale zapominalem ciagle.

Awatar użytkownika
Auglenn
Posty: 133
Rejestracja: 14 lut 2009 02:09

Re: Logi!

Post autor: Auglenn » 30 sie 2011 23:45

Bierzesz cialo czarnego bystrookiego szczura z otwartego pakownego czarnego plecaka.
Mowisz: Adolfik....?
Wybuchasz placzem.
XXX pociesza cie na miare swych skromnych mozliwosci.
XXX namysla sie nad malym pogrzebem.
YYY wydaje z siebie dlugie hmmmmm...
XXX wskazuje na dol.
Namyslasz sie nad czyms ocierajac oczy. Tak...
XXX namysla sie nad skromna przemowa.
Pociagasz nosem smutno.
XXX nuci: My tu zebrani..
Odkladasz cialo czarnego bystrookiego szczura.
YYY mowi: Cieply jeszcze?
XXX nuci: Chcielibysmy pozegnac adolfika..
Wyplakujesz sie na ramieniu XXX.
XXX nuci: Niech mu ziemia lettka bedzie..
Zanosisz sie lkaniem.
XXX glaszcze cie delikatnie po policzku.
Mowisz lzawo do sterty szczatkow szczura: Spoczywaj w pokoju...
YYY mowi: Szzczur is no morre..
XXX nuci: Wiecznym.
YYY mowi: Jak to mowia w gnomim.
XXX wyglada jakby chciala cos powiedziec, ale w ostatniej chwili sie rozmyslila.
Zakrztusilas sie nagle.
XXX spoglada z rozbawieniem na YYY.
YYY kiwa glowa pewnie.
Ze specjalną dedykacją dla Werbata.... kotek is no morrrre :D. Popłakałam się :P
Ruda Paskuda :twisted:
Obrazek

Zablokowany