Strona 1 z 1

Jak zostaje się Szamanem. Część 1.

: 05 paź 2014 20:04
autor: Gumrak
Góry Szare to nie jest przyjemne miejsce, oj nie. Ktoś niespełna rozumu mógłby się nawet pokusić o stwierdzenie, że bliżej im do paskudnego zadupia, ale tego lepiej głośno nie mówić. Spytacie – dlaczego? Otóż Góry Szare są ukochanym domem Ogrzej Kompanii. A ogry jak to ogry, do przyjemniaczków się nie zaliczają. Zwłaszcza paskudna gromada zamieszkująca ponury zamek w środku tego zadupia, tfu, rzecz jasna gór, być powinno. Najpaskudniejszym skurwysynem w tejże kompanii był herszt Sulgor. Czujnym okiem doglądał swojego stada, siejąc grozę wśród okolicznych mieszkańców, a sława kompanii była tak wielka, że niejeden cyrkowiec robił w gacie na samą myśl o wizycie w górkach. Ale nie zawsze tak było. Dawno dawno temu, nim herszt ogłosił wszem i wobec, że ogry najmądrzejsze, najpiękniejsze i najsilniejsze ze wszystkiego co po świecie łazi, źle się działo w stadzie.

Pijaństwo, lenistwo i puste kotły w zamku męczyły naszych bohaterów niczym wrzód na dupie. Czyli bardzo. Nie żeby było inaczej za czasów świetności ale powoli ogry zapominały do czego są stworzone. Że trzeba zabijać gwałcić i palić (kolejność w zależności od humorów stada). Doszło nawet do sytuacji, że cyrki skrzyknęły się w sześćdziesięciu chłopa i najazd na górki zrobiły. Niby dotarli tylko do Jouinard i po postawieniu stopy w górkach szybko uciekli, no ale zawsze. Źle się działo.

Pewnego chmurnego i cholernie brzydkiego poniedziałku – każdy orzący w pocie czoła wie, jak to po niedzieli - stał się CUD. Nie cud, nie Cud, ale wielki ogrzy CUD. Kompania jak to miała w zwyczaju zapijaczona leżała na dziedzińcu zamkowym i leniwie spoglądała po sobie. Poza Miuoshem, rzecz jasna. Szaman Mioush był bowiem skurwysynem niedużo ustępującym hersztowi. Podstęp i okrucieństwo były tym z czego słynął i za co go ogry kochały, bo wiedziały, że zrobiłby dla stada wszystko. Ryj paskudnie poprzecinany szramami, bęben wielki jak łeb Wielkiego Mistrza, łapska jak konary, fetysze zwisające z wszystkich otworów i wypustek ciała. Takiego oto zobaczylibyście szamana, gdyby nie leżał wówczas w gównie wśród hodowanych w zamku świniaków i nie chrapał paskudnie. Miuosh bowiem miał swoją tajemnicę. Nie pił więcej niż inne ogry, nie gwałcił więcej ani nie mordował więcej – jego słabością były grzyby. Tak tak, dobrze przeczytaliście, nasz szaman był uzależniony od muchomorów i innych pieczarek niczym kupiec novigradzki od złota. Z początku narkotyczne wizje pomagały mu we wróżbach z cyrkowych flaków, ale z czasem przewidywanie przyszłości sprowadzało się do stwierdzenia:

„Nu flaki mofiom , że bendsie Sarcie albo go nje bendsie. Ug.”

Jak się domyślacie nie pomagało to ogrom. Powoli bo powoli, ale szaman tracił swój autorytet a stado staczało się mimo usilnych starań herszta. Polegało to głównie na wypieprzaniu najbardziej leniwych ogrów z zamkowej katapulty, ale nie można było powiedzieć, że Sulgor się nie starał. Aż do feralnego poniedziałku, gdy zdarzył się CUD. Nagle bowiem dziedziniec zalała fala krwistoczerwonego światła i rozległ się przeraźliwy ryk:

„CU TO KURFA MA BYĆ?”

Ogry zerwały się pospiesznie i z tępymi wyrazami ryjów zwróciły się w stronę obłoku, który pojawił się na środku dziedzińca. Nie wszystkie rzecz jasna, bo Mioush wybrał sobie akurat tę chwilę, by przytulić się przez sen do mocno ubłoconej maciory.

„Eeeee” „Uuuuu” „Eeeehehee”

Trzy czwarte mózgu, który udałoby się zebrać po zsumowaniu wszystkiego, co we łbach mieli obecni, nie ułatwiało sprawy. Zapadła cisza przerywana z rzadka przez piszczącą w objęciach Miuosha świnie. Po muchomorkach nawet trzodzie szaman nie przepuścił.

BUM! Niczym grom z jasnego nieba, drzwi od komnaty herszta przeleciały przez cały dziedziniec i roztrzaskały nad głową posapującego przez sen Miuosha. Za latającymi drzwiami pojawiła się zwalista sylwetka. Potężnie zbudowany herszt Sulgor przybył na ratunek stadu. W łapie ściskał naprędce złapaną ławę i wodził wściekłym wzrokiem po dziedzińcu. Żyły pulsowały mu na skroniach. W końcu ciskające błyskawice ślepia zatrzymały się na obłoku. Po dłuższej chwili błysk zrozumienia przemknął przez ślepia Sulgora, który rozchylił usta w paskudnym grymasie.

„Cem Żołomdku” - zadudnił odrzucając ławę, która przez zupełny przypadek uderzyła w łeb szamański.

Z obłoku dobiegło wesołe chrząknięcie:

„Cem hersta”

Zdziwi Was zapewne ta zażyłość między bądź co bądź bogiem a jego wyznawcą. No ale to był Wielki Żołądek. Każdy ogr wiedział, że hołdu nie składa się szorując brzuchem przed ołtarzem - jak to w zwyczaju sigmaryci mieli - albo biegając i drąc ryja między krzakami niczym sodomici z Lasu Loren, a będąc skurwysynem nad skurwysyny. Bo w końcu i tak „Sysko trafi du psepastnych tsefi”, cytując szamana Miuosha z rzadkich chwil gdy nie ścigał zielonych jednorożców czy co mu tam faza przyniosła.

Z obłoku wysunęła się ogromna łapa, na której w świetle księżyca lśniła mithrylowa obręcz.

„Nu Sulgora, mój siem pyta Cu to kurfa ma być?” Łapa zatoczyła łuk nad dziedzińcem zatrzymując się nagle nad stadkiem przestraszonych świń. Bez ceregieli zanurkowała miedzy trzodę i wyciągnęła za nogę nieprzytomnego Miuosha. Zielony śluz kapał mu z mordy i nie tylko z mordy. Maciora darła ryja niemiłosiernie.

„Mioush?” Jak na ogrzego boga przystało, padło oczywiste pytanie.

„GRRRRRRRRRR” ryk zmroził krew w żyłach obecnych i otrzeźwił nieco szamana. „ Ja tu fidse stope cyrkofom f Gorkach, nje ma sarcia i kostkof ku chfale mych tsefii. Gdsie piecone cyrki? Gdsie nadsiefane Syski? Gdsie pastet s najema?” Biedny szaman latał w każdą stronę obrzygując się w takt nerwowej gestykulacji boga.

Głos przycichł na chwilkę by powrócić z zdwojoną siłą:

„Nje mose tak być! Hersta sam nje poradsi sadbać o stado. A fidsi mi siem Se s samana posytku nje ma. Hersta jest jak ociec a samana ma być jak matka.”

Widząc zdziwione spojrzenie Sulgora – „Nje Nje Nje. Nje se dupy dafac tfojemu ale se doglomdac stada.”

Herszt szybko ukrył swoje rozczarowanie. Ręka potrząsnęła tępo spoglądającym Miuoshem. „Dlatego sa miesiąc czasa od teraz, o zachodzie słońca mój froci i fybiese nofego samana z godnych kandydatof. Jeśli samana Miuosha udofodni Se nadal godzien, obreca satsyma. Jeśli nje mój go w świniaka samieni. UG” Światło rozbłysło i dało się słyszeć huk z jakim na wpół przytomny Mioush uderzył niczym worek kartofli o dziedziniec. „O kurfa” rozległo się spod nalanego tłuszczem cielska. Szaman powoli uświadamiał sobie, że era zielonych jednorożców i nakrapianych świnek dobiegła końca. Trzeba będzie się postarać by z szamańskiego zydelka nie spaść.

Zapowiadał się ciekawy miesiąc.

cdn

Re: Jak zostaje się Szamanem. Część 1.

: 06 paź 2014 15:48
autor: Miuosh
Drugą część miałeś mje napisać, dziku! :P