Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Forum Logi i Opowieści.
Torgen
Posty: 389
Rejestracja: 13 lut 2009 12:23

Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Torgen » 20 mar 2014 10:00

Jak to bylo naprawde

Cz. 1

Slonce powoli zmierzalo ku zachodowi. W odleglych rejonach Imperium, lecz calkiem niedaleko Bretonii, chlopi jak zwykle konczyli swa prace w polu i zwawo zmierzali do wsi. Wbrew pozorom jednak do zon, choc te uroda mogly konkurowac z czyms paskudnym, obmierzlym i w ogole dziwnym jak to na wsi. Waskim traktem rozpedzajac zmeczonych chlopow na boki, galopem podazal mezczyzna zakuty w blachy na swoim wiernym rumaku. Ze zgrzytem, chrzestem i plujac krwia na lewo i prawo osadzil swojego wierzchowca tuz przed jedyna gospoda znajdujaca sie w centrum tejze zubozalej (bo w niedalekiej odleglosci od Bretonii) wsi. Prawa reka podniosl swa przylbice i zmeczonym wzrokiem powiodl po zbierajacych sie wokol niego wiesniakach.
- Bywajcie w zdrowiu! - zakrzyknal.
- Bywamy bywamy - rozlegly sie niesmiale i niepewne glosy.
- Wojt jakis we wsi jest?
- A moze i jest, a moze i nie ma. - odprla babina wspierajaca sie na kiju.
- Gadaj babo zaraz po ludzku, bo ci w pysk dam tak, ze zeby pogubisz!
- Oj synku - odrzekla baba - tos zes siem sposnil na to dobrych cydziesci lot. Jok nic cydziesci.
Wiesniacy zgromadzeni na placu pokiwali glowami zgodnie.
Mezczyzna powoli i wielkim trudem zsiadl z konia po czym nieudolnie otrzepal swoj plaszcz z kurzu. Zblizyl sie do baby i patrzac jej prosto w oczy wyszeptal:
- Sprowadz mi tu do karczmy wojta i to raz. Bo zle idzie do was i od niego zalezy czy zyc bedziecie czy tez nie.
Baba widac glupia albo nielekliwa odpowiedziala takim samym spojrzeniem i odrzekla:
- A jusci ze wojta sprowadze jok tok lodnie ryces prosi. Ino ni do korcmy, bo tom jus zle jedno siedzi. I niech siedzi, moze zdechnie. Nie budzic go, oj nie budzic...
Mezczyzna spojrzal twardo na babe, po czym wzrok swoj skierowal na karczme.
- Znaczy ze demon opanowal wasza gospode.
- Oj demon strosny jok nie wiema co. A i bida z tym bo chlopy lod tygodnia tom wesc siem bojom. Pzez co w polu robiom lucciwie, do dom wracajom, z babami siem chedozom, jesce z tego dziecka beda joki. Oj zle zle... - Pojekiwala baba, a chlopi smutno kiwali przy tym glowami.
- To dobrze sie sklada ze tu zajechalem! Jam jest Ferd Wielki Mistrz Zakonu Sigmara Mlotodzierzcy! Ja was od demona ocale! - zakrzyknal, a echo jego glosu ponioslo sie po okolicy niczym grzmot piorunu. W tym samym momencie blask zaczal bic od niego, az wiesniacy na kolana popadali, a baba prawie ze sie rozplakala.
Rycerz ciezkim krokiem zblizyl sie do drzwi karczmy i zalomotal w nie zacisnieta piescia krzyczac przy tym:
- W imie Sigmara jedynego milosiernego otwierac albo wywaze te drzwierza a wies cala z dymem puszcze!
- Karcma lotwarta mosci panie rycezu - odezwala sie baba za jego plecami.
- Hmm, otwarta powiadasz?
- Nu dyc ze otwarta, toc tom korcmoz z srodku siedzi.
- Karczmarz tam jest? Z demonem? Akolita znaczy sie? - rycerz probowal podrapac sie po brodzie ale stalowy helm skutecznie mu to uniemozliwil.
- Ni, ni alokita, Klemens go zwom, ni Alokita.
Rycerz popatrzyl uwaznie na babe i nagla mysl go oswiecila. Machnal reka i wkroczyl do karczmy.

Karczma ktora nosila dumna nazwe 'Pod rozbrykanym elfem' byla nieduza, ot kilka law, cos co przypominalo kontuar, palace sie palenisko, jakas kupa szmat chrapiaca przy nim i karczmarz siedzacy w kacie. Cuchnelo zas wszystkim co tylko bylo mozliwe. Rycerz spojrzal uwaznie na gospodarza a wyglad jego przyprawil go o dreszcze. Wymizerowany, szary na twarzy, czerwone oczy, trzesace sie rece, nic tylko mutant!
- Niech bedzie pochwalony Sigmar Mlotodzierzca! - zaryzykowal probe wiary.
- A mlot jego niech wychwalaja na wieki - odparl karczmarz.
- Gniew Sigmara cie zaraz dosiegnie mutancie paskudny! - zakrzyknal Ferd w strone karczmarza. Ten tylko reka machnal ze zrezygnowaniem.
- Panie rycez, juz mnie siengnal - mowiac to karczmarz wskazal kupe szmat lezaca kolo paleniska - to mi przylizlo tydzien tymu jakos tok. Wyjsc ni kce, pic pije, zrec zre, chopow wystrosyl i som musa z nim tu siedziec. Ba, zlotem ploci, ale jo juz rady nie doje. Baba mojo z kuchni ucikla, bo zekla, ze juz ni mo sil gotowoc i ze woli w polu panscyzne odrobioc. To i som tu zomdze.
- Znaczy demon? Ze zre? Jak to mozliwe?
- Joki tom demon, krasnolud jeden, o rusoc siem zacyno...
Faktycznie, krasnolud, ktory przedtem wydawac sie mogl kupa szmat, zaczal nieznacznie przejawiac jakis ruch. Najpierw cos zabulgotalo, pozniej zachrobotalo i powoli powoli cala postac podniosla sie na kolana. Paskudna geba, brak jednego oka, nos wielokrotnie polamany. Do tego glowa ogolona tylko jakas taka kita resztek wlosow przyklejona do czaszki. Zniszczone cos co by moglo uchodzic za kilt. Obraz nedzy i rozpaczy.
- Torgen! - wykrzyknal rycerz na caly glos - Niech mnie demon rozszarpie w burdelu w Nuln! Toz to Torgen!

Awatar użytkownika
Merkava
Posty: 258
Rejestracja: 28 lis 2011 15:09

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Merkava » 20 mar 2014 11:16

/me lubi to i czeka na dalszy ciąg.

Torgen
Posty: 389
Rejestracja: 13 lut 2009 12:23

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Torgen » 20 mar 2014 12:01

Cz. 2

Dwa bochenki chleba, miska gulaszu, miska kaszy i kubek wody pozniej.

- No to opowiadaj Torgenie, co u ciebie? Co tez cie tu sprowadza?
- Korcmoziu piwa! - zachrypnietym glosem zakrzyknal Torgen.
- Ni mo juz piwa panie. - ze strachem w oczach odpowiedzial gdzies spod lady karczmarz.
- Nu jok to pifo ni mo? Co to je? Karcma cy jokis ten no... - wyraznie bylo widac ze krasnolud proboje znalezc wlasciwe slowo.
- Klasztor? - Ferd sprobowal niezrecznie podpowiedziec.
- Kurfo moc! Klastor? Klastor to cy karcma ty ciulu! - ryknal Torgen na cala karczme az sie w palenisku wegle rozarzyly.
- Nu karczma moscie krasnoludzie, ale zesta wyzlopali cale piwsko dwo dni temu. A dostowy ni widoc. No co jo wom chlop prosty poradze...
- Ni mo pifo... A co tom mocie jesce do picio? - z rezygnacja w glosie spytal krasnolud.
- To z joblek, nu wiecie...
- A tok… Cird… Psio wosa moc, dejta to w dzbonie.
- Cird? - spytal Ferd, a przez jego cialo przeszedl mimowolny dreszcz.
- Cydr panie - poprawil karczmarz
- Nu dyc mowia ze cird. Ty mnie jyden z druchim ni poprofioj bo jok wstona…
Ferd z karczmarzem odruchowo cofneli sie, jak tylko bylo to mozliwe w ich pozycjach. Ferd zaglebil sie w swej zbroi, a karczmarza w ogole nie bylo juz widac zza kontuaru.
- Niewazne Torgenie, nie klocmy sie o byle, hmm, costam. Co cie tu sprowadza?
- A ni mom pojyncio clecyno. Zech byl kojs w goroch i nogle zech siem tu lobudzil. Cary mary nurmolnie. - krasnolud pociagnal tegi lyk z dzbana krzywiac sie przy tym niemilosiernie. Co dziwne jego odruch prawie ze wymiotny sprawil, iz jego wyraz twarzy upodobnil sie do usmiechu.
- Smakuje ci to Torgenie? - z obawa spytal rycerz.
- A co jo poradze. - z wyrzutem spojrzal w strone kontuaru - Na bez rybiu i rob dyba. To ca pic co jyzd. Godojom ze niktosy pijom plyny co je w dyslinsonsoch do hamulcof usywojom. To juz wole cirda… - po czym tego splunal na ziemie.
- A cibi clecyno co tu sagnalo? Dyc to dalyko lod safy, tfu.. zamku.
- A widzisz Torgenie - z glebokim westchnieniem odparl rycerz - Podrozowalem do miasteczka Kreutzhofen, zeby tam w swiatyni modly odprawic, ale mnie po drodze ogry obskoczyly, te z obreczami na czlonkach. Duzo ich nie bylo, moze z dziesieciu. Myslalem, ze bedzie Sigmar rad jak kilku z nich odesle gdzies tam w niebyt. Alem tylko krzyknal "Szarza w nich", to juz ich nie bylo. A pamietaj ze sam bylem. Nie mam pojecia jak takie wielkie cielska moga zniknac tak nagle.
- Nu jo tys tygo ni fim. Ciungle nos to w goroch dziwi. Nowet Dorodco Duruk myslol coby nofom ksinge zalozyc. Ksinge cudof i dzifow.
- No tak wiec jak one pierzchly - kontunuowal opowiesc rycerz - chcialem ich tropic, ale natrafilem na horde mutantow. Paskudne typy. Totez niesiony gniewiem Sigmara zakrzyknalem "Szarza w nich!", ale oni sie nie ruszyli wyobraz to sobie. Tylko tak sobie stali i sie szczerzyli w moja strone z tych wszystkich swoich paszcz. I juz mialem ich rozgromic gdy glos Sigmara rozlegl sie w mojej glowie.
"Odbilo ci kretynie? Przeciez ich jest banda cala! Zawracaj i w nogi!"
- Tak wiec zawrocilem rumaka i pognalem przed siebie, zeby ostrzec mieszkancow okolicznych miasteczek.
- Hmm.. To krutzhofyn jyzd dosc dylyko stumd. Zeklbych nowet badzo dalyko.
- Sigmar tak chcial - Ferd wzniosl rece do nieba - Co ja poradze. A dodtkowo mialem sie tutaj spotkac z przyjacielem. Mam nadzije, ze zdazy, bo horda mutantow podaza za mna krok w krok.
Rycerz spojrzal w strone okna i jakgdyby na te slowa na zewnatrz zerwal sie wiatr ktorzy zalomotal okiennica i przyniosl zapach…
- Co tu tok smirdzi? - sapnal Torgen
- Moze to twoje onuce krasnoludzie - niepewnie napomknal Ferd.
- Ni, to cus inksego, cus jokby…
- Witaj rycerzu Ferdzie - rozklegl sie piskliwie melodyjny glos spod powaly.
- Syski! Psia jego moc! Na zapchlonom brode Grimnira! Syski cuc! - zaryczal Torgen.
- Elf, mosci brodaczu, elf. A dokladnie Molu z Lasu Loren, Tancerz Wojny. - elf uklonil sie zgrabnie po czym zawirowal niczym baletnica wymachujac przy tym mieczami az te poczely spiewac 'Oj dana dana!'.
- Nu swiot siem koncy! Nojpirw to w dzbonie coly ten Cird, tyro ylf, ni wim koj jyzdem. Co doli? - Torgen uderzyl parokroc glowa w stol po czym rozplakal sie jak to tylko krasnoludy potrafia.
- Usiadz z nami Molu, rad jestem zes tu dotarl calo i zdrowo - zwrocil sie do elfa Ferd.
- Dziekuje rycerzu, ale nie bede siedziec przy stole z krasnoludem, wole tanczyc, tak taniec… - po czym zawirowal jeszcze kilka razy wzniecaja przy tym tumany kurzu.
- Mutanci ida moim sladem, rad wiec jestem ze cie tu w zdrowiu spotykam, a i Sigmar zeslal nam Torgena na doczepke. Tu im opor stawim i rozbijemy ich w pyl. Jezeli Sigmar pozwoli…
- To nie do pomyslenia zeby Tancerz Wojny mial w jednym szeregu stanac razem z brodaczem, w dodatku Zabojca Trolli - spiewnie odpowiedzial Tancerz Wojny.
- I do tygo ni mo pifo! - zaryczal Torgen.
- Sigmar nas tu sprowadzil, nas wszystkich. Tak byc musi, to bedzie porozumienie ponad podzialami! Nowa era! - z coraz wiekszym zarem zaczal wolac Ferd - Wszyscy beda drzec przed potega dobra! A zwac nas beda… DRUZYNA SWIATLA!!!

Gurren
Posty: 24
Rejestracja: 06 lis 2013 16:30

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Gurren » 20 mar 2014 12:28

Świetnie się czyta, a niektóre dialogi rozbrajają (:

Awatar użytkownika
Auglenn
Posty: 133
Rejestracja: 14 lut 2009 02:09

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Auglenn » 20 mar 2014 13:11

Dementuje plotki jakoby Mol umiał tańczyć. Od zawsze potyka się o swoje nogi.
Ruda Paskuda :twisted:
Obrazek

Awatar użytkownika
Aslinth
Posty: 44
Rejestracja: 13 lut 2009 13:20
Lokalizacja: Athel Loren
Kontakt:

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Aslinth » 20 mar 2014 13:15

Bardzo mi się podoba, czekam na więcej :)
Czas goni nas goni nas cały czas...

Torgen
Posty: 389
Rejestracja: 13 lut 2009 12:23

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Torgen » 20 mar 2014 13:50

Cz. 3

Jakis czas pozniej…

Nad wies nadciagnal mrok, gesty, lepki i cuchnacy. Zaraz za nim smrod tak obrzydliwy, ze sloma, ktora byly kryte dachy chat zaczela sama gnic w tempie blyskawicznym. Nie wiedziec jak, ale cala wies opustoszala. Nawet kury, psy, swinie zniknely. Nie wiadomo bylo czy stalo sie to za sprawa mroku nadciagajacego czy tez moze pobliskiego lasu skad wylonil sie godzin kilka wczesniej elf. Wiadomo bylo jednak ze cos wisi w powietrzu.

- Panie! Tam sa, czuje ich kazda moja czescia ciala! - Stary czarnoskory mezczyzna sklonil sie do samej ziemi przed olbrzymim mutantem, tak wielkim i tak wykrzywionym, ze ludzki umysl tego objac nie zdola. Stary mezczyzna tez nie nalezal juz do rasy ludzkiej. Przez skore przedzierala mu sie nienawisc do wszystkiego co zyje, a juz szczegolnie do rycerzy, brodaczy i elfow z Lasu Loren.
- Tam w tej karczmie siedza! Nikt mi nie wierzyl, alem ja ich widzial. Zeszli sie tam jak psy do kosci! Plugastwo! - tutaj sie troche zafrasowal gdy spojrzal po towarzyszach swoich, paskudnych paszczatych mutantach. - Znaczy obmierzlosc zeby rycerzyk Sigmarka, Tancerzyk Wojenny i Zabojczyk Snotlingow razem w jednej karczmie! I jeszcze pewnie razem do bitki wyjda! A nikt mmi nie wierzyl...
Olbrzymi mutant wyrozniajacy sie sposrod grona wojownikow chaosu wladczym glosem zwrocil sie do starego czlowieka:
- Zamilcz juz Nobia, bo juz tego sluchac sie nie da. Juz od miesiaca powtarzasz swoje, ciagle i ciagle. Widac bogowie tak chcieli abysmy ich razem spotkali i pogromili. - Mutant podrapal sie jedna ze swych rak po jednej ze swych glow, utracajac przy tym pare kolcow wyrastajacych z jego ciala. Przy tym trzeba powiedziec, ze ow osobnik bardzo ale to bardzo w swej zmiennej postaci przypominal olbrzymi KAKTUS! Niezbadane sa szalenstwa bogow chaosu.
- No dobra, wyciagnac ich mi tu na klepisko. Thrangorn, ty sie niczego nie lekasz jak stoisz do tego tylem. Zwolaj ich mnie tutaj.
- Dobrze, panie i wladco. - odrzekl wojownik zwany Thrangornem, po czym obrocil sie czyms co przypominalo plecy w strone karczmy i zakrzyknal:
- Wylazic mi z tej budy psy niewierne i poklonic sie panu naszemu i wladcy, a moze kogos oszczedzimy!

- Kaktusik chybo nos tom wolo - zajaknal sie saczac napoj z jablek Torgen do swoich towarzyszy. Elf przerwal swoj taniec na stole i spojrzal uwaznie w strone drzwi.
- Pierwszy raz musze ci przyznac racje brodaczu, ktos chyba faktycznie pragnie zatanczyc swoj ostatni taniec. - elf ponownie zawirowal wsrod pustych misek i dzbanow.
- Sigmar nierychliwy ale sprawiedliwy. Wyjdzmy zatem do nich towarzysze i przekazmy im dobra nowine - rycerz bez skazy majestatycznie podniosl sie z lawy, sprawdzil czy wszystko pod reka, mlot, tarcza, ksiazka kucharska na zlotym lancuchu.
- Nu to usicem kilku mutuntow, lepse to nis ryc.

Drzwi z karczmy niemalze wypadly na zewnatrz pod wplywem silnego uderzenie. Na podworze powolnym krokiem wyszlo dziwne towarzystwo. Niewyobrazalnie chudy, paskudny i brudny krasnolud dzierzacy w obu rekach olbrzymich rozmiarow topor ktory to zdawal sie jakby go przytlaczac. Za nim rycerz w zakurzonej i powgniatanej niemilosiernie zbroi. Na koncu male tornado, zakrecilo dwa razy dookola dwojki wojownikow, szybko przemiescilo sie w strone grupy mutantow, okrazylo ja rownie szybko i wrocilo by zatrzymac sie obok rycerza.
- Panie, wladco moj potezny, chyba Khazog nie zyje - jeden z mutantow niesmialo zwrocil sie do dowodcy.
- Jak to nie zyje? Przeciez jeszcze walczyc nie zaczelismy nawet? - Olbrzymi mutant spojrzal z niedowierzaniem na swojego informatora po czym w jego oczach zaplonal ogien zywy, pelen zrozumienia dla sytuacji, ktora wlasnie miala miejsce - Zaplacisz mi za to elfia wywloko! - ryknal w strone Mola.
- Do uslug - odparl elf i wywinal salto do tylu.
- Mowilem! Mowilem! - zaskrzeczal stary mezczyzna - Niech beda przekleci! Tchorzliwe psy! Po wsze czasy swiat bedzie znal to co zrobili! I kazdy skrawek mojego jestestwa bedzie im to przypominal czy to w tym czy innym swiecie!
- Poc tu blizej i mnie zeknij co tom seplenis, bo ciem ni rozumia - spokojnie powiedzial Torgen.
- Myslisz ze sie ciebie boje?! Psie! Jestes niczym! Absolutnie sie ciebie nie boje! - Mowiac to stary mezczyzna ruszyl szybkim krokiem w strone zabojcy.
- I nawet koledzy wam nie pomoga! Nie wolacie jeszcze po kolegow? Nie macie kolegow w karczmie?! - jakis przerazliwie piskliwy i skrzeczacy glos rozlegl sie tuz zza kamienia - Tylko trzech was? Zaraz pewnie bedzie wiecej! Hahaha! Tacy odwazni jestescie! - glos byl coraz blizej lecz nie sposob bylo go zlokalizowac.
Rycerz Ferd uniosl nieznacznie tarcze do gory po czym z olbrzymia sila uderzyl jej dolna krawiedzia w ziemie tuz obok swojej stopy.
- Osz kurw… - piskliwy glos rozlegl sie raz jeszcze i zamilkl.
- I co mi zrobisz obmierzly karzelku?! - Nobia kontynuowal swoje wrzaski - No dalej pokaz na co cie stac, ja sie ciebie nie boje, nawet broni nie mam!
Torgen od niechcenia machnal raz toporem i glowa mutanta potoczyla sie wprost pod kopyta dowodzacego kurczaca sie banda odmiencow.
Olbrzym spojrzal to na trojke wojownikow, to na glowe, zaczerpnal powietrza i przerazliwym, przeszywajacym i ciezkim glosem zawolal:
- Jam jest Daggerro z Novigradu, Templariusz Malala zwany Niszczycielem Nadziei, Odwieczny Straznik Swiatyni Mrocznych Bogow, Ten Ktory Przynosi Swiatu Nienawisc. I przybylem tutaj taki kawal drogi, aby was zniszczyc bekarty!
- Oskorujemy was niczym wiewiorki - ryknal mutant zwany Thrangornem - zostana z was tylko flaki i cos jeszcze - po czym na dowod swoich slow rzucil na ziemie kilka wiewiorczych ogonow.
- A ten tam - wskazujac zwloki lezace u stop Zabojcy - nic nie znaczyl! Zaden z niego wojownik! Byl, znaczy sie.
- Towarzysze - rzekl Ferd zwracajac sie do elfa i krasnoluda - dosc juz tego gadania po proznicy. W szyk! I na nich!

Ludzie okoliczni opowiadaja ze w tym momencie zdarzyl sie cud. Trojka wojownikow zespolila sie niby w jedno cialo, najezone bronia z kazdej strony i otoczyla ich aura opieki bostw czuwajacych nad swiatem. Po czym rozlegl sie bojowy okrzyk od ktorego zatrzesla sie ziemia: "SZARZA!!!" Po niebie rozlegl sie grzmot potezny i uderzyly pioruny w wojownikow chaosu. Trzy dokladnie spopielajac takoz trzech mutantow.

Jakis czas pozniej gdzies daleko na wschodzie tam gdzie nikt juz nie zaglada.
- Bogowie nam jak zwykle nie sprzyjali - odezwal sie posepnie Daggerro.
- Znowu z nas zadrwili, osmieszyli. Ale my jeszcze powstaniemy! Jeszcze ziemia splynie krwia starszych ras! Zemsta poniesie nas na skrzydlach i bedziemy siac zboze i scinac glowy! I chaos zapanuje nad swiatem!
- Mowilem, mowilem nikt nie wierzyl, Zabojca, Tancerz i Rycerz Sigmara w jednej druzynie! A nikt mi nie wierzyl. - mamrotalo cos co kiedys bylo starym czarnoskorym mezczyzna..
- Ile ta walka trwala? - spytal paskudnie pokiereszowany Thrangorn
- 1,64 sekundy - odparl jakis piskliwy glos gdzies spod lawy...

The End.

Finmor

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Finmor » 20 mar 2014 14:05

Rzeczywiście przyjemnie się czyta.
Trzymam kciuki za więcej opowiadań osadzonych mniej lub bardziej w świecie Arkadii.


PS. I gratuluję Drużynie Światła sukcesów przynajmniej tutaj : )

Awatar użytkownika
Athalyse
Posty: 78
Rejestracja: 21 lis 2011 20:19
Lokalizacja: Myslovitz - Beuthen

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Athalyse » 20 mar 2014 15:14

Jak to THE END? :cry:

Jeszcze :!: :!: :!:


edit doł: Ołje! Osom!!
Ostatnio zmieniony 20 mar 2014 15:23 przez Athalyse, łącznie zmieniany 1 raz.
"-Ciągle muszę mu przypominać, że pali się budynki a gwałci kobiety.
-Gwałci? - przestraszył się Rincewind.
-Słuchaj, on ma 84 lata. Nie niszcz marzeń starego czlowieka."

Awatar użytkownika
Aylinn
Posty: 40
Rejestracja: 26 sie 2011 15:57

Re: Dawno, dawno temu, w odleglej galaktyce...

Post autor: Aylinn » 20 mar 2014 15:20

Obrazek

ODPOWIEDZ