Rozstaje - Opowieść arkadyjska

Forum Logi i Opowieści.
Awatar użytkownika
Dymhard
Posty: 76
Rejestracja: 26 cze 2010 18:12
Lokalizacja: RLS/WJ

Rozstaje - Opowieść arkadyjska

Post autor: Dymhard » 04 paź 2020 03:32

Taka radosna grafomania...

Rozstaje
Leżałem na plecach. Czułem jak, jestem bardzo ubłocony. Nade mną szumiały korony drzew. Było mi bardzo zimno, a jednocześnie, chciało mi się spać. Było tuż przed świtem początku pory Velen. W mojej ojczyźnie ten czas nazywał się Brauzeit. Jak dawno tam nie byłem... Powoli sięgnąłem prawą ręką do boku. Spazm bólu przeszył mi twarz. Poczułem ciepło na dłoni. Spod sporego wgniecenia w napierśniku sączyła się krew. Oczy zachodziły mi mgłą. Tak jakbym... słyszał pieśń. Czysty kobiecy śpiew. Nie znałem tej melodii. Ani tego głosu. Jej słowa powoli się układały w mojej głowie. 'Przez wodę ku światłu, wyjdziesz na brzeg rzeki... i jak ta pieśń się zaczęła, tak samo nagle się urwała. Wymacałem medalionik pod koszulą. Czarny jak noc... Ostatkiem sił, i z wielkim trudem zerwałem go z szyi. Nie miałem już na nic siły. Korony drzew zaczęły wirować i nagle...

Ciemność.

-Panie Tempelhof? - Posłaniec wbiegł, ziajały do faktorii.

Reinhard Tempelhof wstał od razu sprzed biurka. Po nieudanych samodzielnych poszukiwaniach syna w Isthar zlecił poszukiwanie grupie byłych strażników krain. Byli to podróżnicy, jakich wiele, ale znali tereny w krainie Starszego Ludu i byli dobrze uzbrojeni. Nawet pełne komando Scoia'tael by było im niestraszne. Kiedy sam poszukiwał syna nie, mógł się zapuścić samodzielnie w niektóre miejsca. Zostawił to zawodowcom. Na poszukiwaniu syna jedynego dziedzica stracił już niemałą fortunę i mnóstwo czasu. Faktoria wisiała na włosku z powodu rosnących obrachunków.

-Jakieś wieści? Mówcie szybko! - Kupiec powiedział to podniesionym głosem.

-A więc tak... grupa poszukiwawcza znalazła ciało na północy Kaedwen parę mil od zajazdu 'Pod zadumanym smokiem'. Ciało leżało dość daleko od traktu w lesie. Było już w zawansowanym stanie rozkładu. Po oględzinach ciała... znaleziono drewnianą pochwę z inskrypcją rodową przy lewej nodze a w niej sztylet z inskrypcją D.T. A także ten medalionik szczęścia. - Goniec powiedział, to wszystko na prawie jednym wydechu, po czym położył czarny medalionik w kształcie litery X na biurku. - Bardzo mi przykro, ale mamy stuprocentową pewność, że to był pański syn.
Reinhard ukrył, twarz w dłoniach, po czym złożył je na usta. Tego się właśnie obawiał. Jedyny prawowity dziedzic. Jego syn... nie żyje.

-Przyczyna śmierci?

-Uderzenie buzdyganem lub młotem. Cios powyżej linii żeber. Rozległe wgniecenie. Mogło, dojść do tego na trakcie a w szoku pański syn zboczył do
lasu.

-Dobrze odprawić grupę. Jak wrócą dostaną ostateczną zapłatę.

-Co z ciałem? - Dopytał goniec.

-Pochować lokalnie — Odpowiedział krótko kupiec.

-Tak jest! - Posłaniec odwrócił się na pięcie i wyszedł.

10 lat później. Posada królestwo Aedirn

Elfka przykładała antyseptyczne zioło do rozbitego kolana jej syna.
-Coś ty znowu narobił pędzelku? - Zapytała z troską
-Biłem się! Nazwali mnie mieszańcem a ciebie wiedźmą! Chłopacy z Górnej!
-Nie mogłeś oczywiście przejść obok tego obojętnie. Niedługo mi się zioła skończą jak tak, dalej pójdzie — Elfka uśmiechnęła się lekko do syna. - Pamiętasz tydzień temu swoje podbite oko?
-Pamiętam! Wtedy krzyczeli elfy do rezerwatu! A ty przecież pomagasz wszystkim w Posadzie. Jesteś zielarką. Mamo, dlaczego chłopacy tacy są?
Elfka westchnęła cicho.
-Tak już czasami jest. Jak dorośniesz, to lepiej to zrozumiesz. No dobra opatrzyłam cię - Elfka całość zakręciłą czystą dzianniną - Idź się pobawić i żadnych bójek! Przynajmniej nie dzisiaj...

8 lat później trakt nieopodal Ard Carraigh

Było zimno i deszcz nie przestawał padać. Trakt był obłocony i utrudniał marsz. W tej okolicy było dość niebezpiecznie. Zimno, wilgoć i lekka doza lęku towarzyszyła piechurowi, od kiedy przekroczył granicę przy strażnicy. W pewnym momencie piechur zauważył cień... nie to coś leżało w dali. Kiedy tam doszedł, zauważył, że były to zwłoki. Poległy żołnierz. Podróżnik odwrócił ciało i zaczął je przeszukiwać. Jedynie co mu by się nadawało to płaszcz trupa.

Opatulił się oficerskim płaszczem. Szedł dalej.

W pewnym momencie jego drogę przeciął ogr. Łaciaty i duży. Zerknął na podróżnika i zadudnił.
-Nie mas krążka? Złotego?
Podróżnik popatrzył na ogra spode łba.
-Nie mam, dopiero z wojska wróciłem. Podróżnik wskazał płaszcz.
Ogr żachnął się i odpowiedział na to.
-A w woju niec nie zrobił?
-Nie. Za dużo tego było... wszystkiego.
Ogr machnął ręką i poszedł dalej.
Piechur w końcu doszedł do celu. Wieś przy drodze.

Blisko zajazdu...

Kiedy zaczął się rozpytywać. Ludzie dębieli, kołowacieli i nie chcieli nic gadać. Już miał odejść, kiedy zobaczył ją.
Strażniczka wiejska. Miała dobyty dość sporawy dwuręczny miecz. Kiedy zobaczyła przybyłego, powiedziała podniosłym głosem.
-Twarz ujawnić!
Podróżnik usłuchał i zdjął kaptur.
Na twarzy strażniczki przez chwilę malowało się duże zastanowienie.
-Jakbym cię... jesteś podobny... Nieważne! Czego chcecie!
-Szukam jedynie informacji. O człowieku. Trzymał się cienia. Nazwisko Tempelhof. Wysoki o przeciętnej budowie albo przeciętnego wzrostu, szczupły...
-Wreszcie! Jesteście łowcą na pewno!
Podróżnik uśmiechnął się w duchu. Na pewno nie była to bystra osoba.
-Tak! Owszem! - Potwierdził, to najdobitniej jak umiał.
-To kurwi syn i rozbójnik! Napadł na nas, zajazd i nawet tam na wschodzie w Eldar.
-Kontynuuj, proszę...
-Ale słuch o nim zaginął — Na twarzy strażniczki ponownie wymalował się wysiłek intelektualny. - Gnomie... pięć lat? Cztery? Trzy? - Odpowiedziała po dłuższej chwili zastanowienia. - Ale wiecie. Na liście już go nie ma. Nie wiem, jak chcecie dostać zapłatę.
-Zaszedł też za skórę wpływowym kupcom w Novi. Oszustwa finansowe. Ich zbrojni i partnerzy przyjmą zapłatę — Wymyślił na prędko cokolwiek. Chociaż by to nawet pasowało. Dziękuje za informację! - Dodał
-Powodzenia łowco! - Krzyknęła za nim strażniczka.

Podróżnik machnął tylko na to krótko ręką.

Doszedł do zajazdu.

Tam zamówił gąsior i siadł ciężko.

Najpierw zaczął, rozmyślać o słowach matki jak opuszczał Posadę.

'Zaginiesz jak stryjeczny wuj! Zostań!'

Jej słowa po alkoholu jeszcze dobitniej wybrzmiewały w jego głowie. W Sinych nazywali ją 'lwicą'. Odmówiła założenia rodu i zbiegła na niziny.
Kręcił się tu i ówdzie próbując odkryć prawdę o swoich pochodzeniu. Jego ojciec szukał w okolicy tych terenów poszlak o prawowitym dziedzicu. Ojciec pochodził z Imperium. Miał tam w stolicy sklep czy inną faktorię. Dziedzic był jego jedynym prawowitym spadkobiercą.
Szukał go, aby przekazać majątek. Jego żona Esmeralda podobno wredne babsko jak mówili, pochodziła z Tileii. Reinhard bał się rozkradzenia lub sprzedania majątku przez licznych szwagrów. Przy osobistych poszukiwaniach nic nie znalazł. Podobno wysyłał też jakąś grupę za dziedzicem. Podróżnik nie znalazł ani jednego członka tej specgrupy.

'Mój ojciec zawitał na Posadę i mnie powił' - Pomyślał ciężko.

'A teraz udaje, że mnie nie ma, bo bękart i do tego mieszaniec może być szkodą dla jego reputacji. A obecnie w handlu reputacja jest wszystkim'

'Nie wiem, nigdy nie wybaczyłem matce, że o nim nie zapomniała'

'Uczyła mnie czytania i pisania w reiekspielu, nadała imperialne imię, nie wiem, po co i na co?'

'Przecież nie wjadę do Nuln na karym koniu z łukiem przewieszony przez ramię kupić mieszkanie obok faktorii ojca... To nierealne...'

'Dlaczego to mnie spotkało!'

Jednym zamachnięciem strąciłem gąsior z ławy i rozbił się głucho na podłodze.

Jeden z przymroczonych gości krzyknął krótko zapijaczonym głosem
-Morda tam!

Wstałem i szybko wyszedłem.

Czułem, jak sączy się przezemnie nienawiść.

'Niech przejdzie przez ciebie i cię napełni. Posmakuj jej. Ma słodki smak'

'Bo nienawiść jest twoją żoną, a samotność kochanką.'

'Szlak twoim przeznaczeniem, a siła przyszłością'



‘Szukasz ukojenia. Znajdziesz go. Ulżycie sobie w cierpieniu. Ogień was nie strawi.’
‘Bo ty jesteś ogniem.’
‘A on wodą.’

Z rozdziału XXVIII pt. Niebezpieczne wody

ODPOWIEDZ