Samotność Wojowniczki

Forum Logi i Opowieści.
Awatar użytkownika
Auglenn
Posty: 133
Rejestracja: 14 lut 2009 02:09

Samotność Wojowniczki

Post autor: Auglenn » 28 mar 2018 13:41

Robiąc porządki na kompie znalazłam kiedyś tam napisane, jako odpowiedź dla opowiadania Mola :). Nie wiem czy miało być tam coś jeszcze, bo jakoś odłożyłam i nigdy nie wróciłam ale co tam :D



Otwieram oczy - już świta. Świta? Gdzieś na pewno. Tutaj panuje zaduch... i ciemność.

Głęboki wdech z wysiłkiem przechodzący przez ściśniete gardło. Nie wypoczęłam... o nie. Sny... sny które przychodzą i odchodzą jak wezbrana rzeka. Fala za falą. Sen za snem. Sen. Jawa. Już nie wiem sama... Nagły chichot wyrwany niemal przemocą z gardła. Przeciągam się. Czuję każdy mięsień, każde ścięgno, każdy fragment ciała. Mojego? Jego? Spoglądam na dół, wysuwam pazury rozkoszując się uczuciem, które to wzbudza. On przenikający moje członki. Moja siła, moje życie, moje przeznaczenie...

- Czy próbowałaś walczyc kiedyś dwoma mieczami, jak twój brat i ja? - Wzrok Imladrisa wbity we mnie, przeszywający, wyczekujący. Spoglądam na Diosa. Stoi za Imladrisem z opuszczoną głową, spokojny jak zawsze. Mój brat. Tancerz Wojny. Podnosi głowę, w brązowych oczach widzę ciepłą iskrę uśmiechu i pewność. Wiara we mnie. Moje serce staje na ten jeden moment kiedy czuję tę nieznaną siłę. Czuję Jego władzę nade mną. Nagle, bez ostrzeżenia czuję w sercu pieśń Pierwszego. I już wiem, że zrobię wszystko by Jego głos nigdy nie umilkł. I już wiem, że zrobię wszystko by czuć zawsze Jego obecność. I już wiem, że moje życie bez Niego było jak przewracane przez wiatr karty księgi. Nic nie znaczące. Imladris nie czeka na odpowiedź. Uśmiecha się tylko tym cieniem uśmiechu, który tak dobrze znam. W końcu nie pierwszy raz ruszamy razem przelać krew tych, którzy nam zagrażają. Las Świtania Świata ma swoich obrońców.

.... Ostrza toporów lśnią w słońcu przez jeden krótki moment. Mdlący odgłoś miażdżonych tkanek, kiedy srebrzysty metal przechodzi przez mięśnie, kości, wyrzucając w powietrze fontannę krwi. Wciągam głęboko w nozdrza jej zapach, sycę się metalicznym posmakiem na wargach. Rozkładam szeroko ramiona wznosząc ku niebu dziki okrzyk. Adamnan-na-Brionha! Pierwsze Istnienie! Każe teraz nazywać się inaczej, ale wiem, że to On. Czuję Jego pieśń w sercu. Słyszę Jego głos. I tańczę, tańczę dla niego...

- Duchy Lasu zwróciły na ciebie swoje spojrzenie, córko. - Rozglądam się niepewnie, nie do końca rozumiejąc sytuację. Polana. Jedna z wielu w Loren. Jednak niezwykła, pełna napięcia, pełna bytów, których istnienia nie widać, poruszających się na granicy świadomości. Srebrzyste oczy Evina wbite w moje kiedy mówi spokojnym, poważnym głosem - Teraz my spojrzymy na ciebie. Zobaczymy czys tego warta.
Czuje na sobie wzrok wszystkich stojacych na polanie. Tancerze Wojny. Trupa. Zlotooka Vixa uśmiechająca się pod nosem, tuż za nią smukła postać Gileadraela, obok Imladris i wsparta o jego ramię Diriana o włosach koloru ognia, mój brat stojący tuż przy Mistrzu Tańca. Wszyscy wpatrzeni we mnie, wyczekujący. Oddech rwący się w piersi i dobiegający jak zza kurtyny rozkaz - Tańcz!
Bez zastanowienia rzucam się w wir tańca, poruszam się w rytm uderzeń bębna, poruszam się w rytm pieśni starszej niz Las. Poruszam się wespół z duchami. Poruszam się z Nim. Szaleńcze bicie serca pompującego krew, pot zalewający oczy, płuca domagające się powietrza, ciało napięte do granic wytrzymałości. Dalej, dalej dziecko lasu. Tańcz! Przestaję widziec cokolwiek, mrok zasłania oczy. Krótkie rozbłyski w nim, jak dusze wojowników prowadzące dalej, w ciemność. Nagły impuls przeszywający moje ciało. I okrzyk wydarty niemal siłą z gardła. Okrzyk wydarty niemal siłą z wielu gardeł. Trupa. Tancerze Wojny. My.

... Otulam się płaszczem zakrywając uderzający o nogi długi, podobny do kociego ogon. Chowam twarz pod kapturem. Dary Pierwszego nie dla oczu wątpiących. Dary Pierwszego nie dla oczu tych, którzy nie rozumieją. Wciągam powietrze w nozdrza wesząc znajomą woń. Woń strachu. Nie mogę powstrzymać uśmiechu wypełzającego na usta. O tak. Strach od zawsze był moim przyjacielem. Strach, demoniczne oblicze. Ostatnie które zobaczą wrogowie Lasu...

- Nie! Jeśli chcecie idźcie. Ja zostane. - spoglądam na kulącego się za plecami moich braci karzełka. Krasnolud, z Gór Krańca Świata, nikt. Brak umiejętności, brak finezji... zupełny brak muzyki która dźwięczy w moich uszach. Śmieję się nagle kiedy wyobrażam sobie niezdarność jego tańca, kiedy próbuję w wyobraźni dołączyć jego kroki do kroków Pierwszego. Potrząsam głową. Koraliki na włosach dźwięczą krótko. Ruszam, w Las, tropić tych którzy czekają na objaw słabości. Grupa zielonoskórych. Za głęboko w Lesie Świtania Świata. Demoniczne oblicze... ostatnie co widzą.

... Świeże ślady na ziemi. Przesuwam dłonią po niewyraźnym wgłębieniu w miękkim gruncie. Prowadzą w las. Dobrze znany las. Mocniej zaciskam dłonie na styliskach toporów, poprawiam chwyt. Pazury drapią skórę, ale to nieważne. Czuję narastające podniecenie, ekstazę. Czuję jego zew. Tak... tańcz dziecko... ku mojej chwale...

Krzywię wargi słuchając tłumaczeń Leśnej Braci. "Nie wiedział, nie rozumiał, zbyt szybko, zbyt nagle" - nędzne wymówki. Nędzne wymówki mające usprawiedliwić winę, którą może zmazać tylko krew. Zdrada tych, którym ufamy boli bardziej. Mrużę oczy, serce coraz szybciej bije w piersi. Nagle jeden gest. Dłon Mistrza Tańca na mojej, krótki ruch głową. Wiem już, że nie dana mi będzie zemsta. Zaciskam zęby, ale wiem, że z Jego decyzjami się nie dyskutuje. Spoglądam na elfy, bliskie mi kiedyś. Teraz mam dla nich jedynie pogardę.

... Odgłosy niedalekiej walki. Porykiwanie zwierzoczłeków, śmiertelny krzyk któregoś, ucięty nagle. I cisza. Ale wiem dokąd zdążam. Między drzewami majaczy jakaś postać. Słyszę dźwięk klingi obijającej się o drugą. Bedzie interesująco. Uśmiecham się do siebie. Pozostając w cieniu zbliżam się do źródła dźwięku. Zobaczmy kogo dzisiaj wybrał Pan Tańca...

Kulę się nagle kiedy ból jak włócznia przeszywa moje ciało. Wyrwana ze snu, rozglądam się niewidzącymi oczyma, nie do końca świadoma co się dzieje. Kolejny paroksyzm bólu w głębi trzewi, zduszony jęk. Podnoszę się z posłania, ruszam do wejścia do szałasu. Czuję się jak pijana, mętlik w głowie, słabość w nogach. Wychodzę spomiędzy drzew. Rozglądam się i nie poznaję okolicy. Odgłos wycia w oddali. Karnos poluje. Karnos? Czy na pewno? Nie potrafię rozpoznać głosu. I nagle uderza mnie jak błyskawica cisza. Cisza jaka nastaje po tym odległym wyciu. Po tym wyciu, któro nic mi już nie mówi. Cisza. Cisza w Lesie, cisza we mnie. Cisza. Przerażająca. Nie. Nie! Mów do mnie! Proszę... Odpowiada mi cisza. Mam wrażenie, ze nie mogę oddychać. Wdech, kolejny, wyczuony, brak świadomości własnego oddechu. I ta przerażająca prawda która z opóźnieniem dociera do mózgu. Nie słyszę Jego głosu.... Nie słyszę Jego głosu. Narastająca panika. Staję pod Lasem, tak bliskim mi niegdyś. Pod Lasem, którego ścieżki znałam jak nikt inny. Pod Lasem, który zapomniał o swoich dzieciach. Ponura pieśń na ustach, tęsknota za tym, co stracone. Moja. Ich. Bracia i siostry, wszyscy wpatrzeni w ciemność. Wszyscy o oczach bez życia. Bez nadziei.

... Elf skręca się w zwinnym piruecie, by zaraz odskoczyć od kolejnego zwierzoczłeka na odległość ostrza. Krótkie cięcie, krople krwi w powietrzu zawieszone przez chwile niby mgła, nim opadną na ziemię, uprzedzając o sekundy uderzające o nią ciało. Widzę to wyraźnie. Twarz umazana krwią, zwrócona w moją stronę. Twarz dobrze mi znana. „Obrońca Lasu Świtania Świata”. Ale wiem kim jest naprawde. Kolejny zdrajca. Kwieciste słowa mające ukryć nieczystość myśli. Uwolnię las od niego i jemu podobnych. Spełnię swoje przeznaczenie. Wsłuchana w głos Pierwszego ruszam z nim ramię w ramię. Do tańca, na smierć i życie...

Krótki błysk w niewidzących oczach. Kolejny. I następny. Jak błyskawice przecinające niebo, rozszalałe żywiołem burzy. Czuję, jakbym wypływała z ciemnej, oleistej cieczy na powierzchnię, ku niebu, ku słońcu. Ku życiu. „Zgubiłaś moją ścieżkę, córko”. Dreszcz przechodzi moje ciało słysząc te słowa. Nie! Nie! To On. To Jego głos. „Panie! Panie! Opuściłeś nas!”. Słowa rozbrzmiewają w mojej głowie – „Ja nigdy Was nie opuszczę!”. Czuję jakbym łapała pierwszy oddech od długiego, długiego czasu. Czuję jak płuca napełniają się powietrzem. Czuję jak znowu przenika mnie Jego obecność. Wrócił do mnie! Każe nazywać się inaczej, ale wiem, że to On. Pan Tańca, Pierwsze Istnienie. I wiem, że już nigdy mnie nie opuści.

„Tańcz dziecko, tańcz ku mojej chwale!”
Ruda Paskuda :twisted:
Obrazek

Awatar użytkownika
Diriana
Posty: 8
Rejestracja: 13 lut 2009 13:59

Re: Samotność Wojowniczki

Post autor: Diriana » 28 mar 2018 13:57

Świetnie się czyta! Pięknie napisane. Jakże prawdziwe.
Pamiętam to jak dziś. Poza tym, zawsze tewusiowe opowieści budzą sentymenty i wzruszenie.

TW <3
..And I felt I was in a trance and my spirit was lifted from me...

Awatar użytkownika
Ilith
Posty: 32
Rejestracja: 13 lip 2017 10:51

Re: Samotność Wojowniczki

Post autor: Ilith » 28 mar 2018 14:41

Świetnie się czyta :)

Awatar użytkownika
Molu
Posty: 202
Rejestracja: 19 gru 2009 23:27

Re: Samotność Wojowniczki

Post autor: Molu » 28 mar 2018 18:55

Świetne! :)
Tylko o sprawach, które nas zupełnie nie interesują, możemy wydać rzeczywiście bezstronną opinię, co niewątpliwie jest powodem tego, że opinia bezstronna jest zawsze absolutnie bezwartościowa.

Kvark
Posty: 29
Rejestracja: 13 lut 2018 19:43

Re: Samotność Wojowniczki

Post autor: Kvark » 28 mar 2018 21:33

Kierowany przez zazdrość powiem... grafomaństwo.

Szczerze - niezłe opowiadanie w bardzo niszowym klimacie.

Pozdr
K.

ODPOWIEDZ