Czarna

Forum Logi i Opowieści.
Awatar użytkownika
Kobu
Posty: 59
Rejestracja: 19 paź 2015 14:53

Czarna

Post autor: Kobu » 09 lut 2017 23:50

Ponad rok temu, kończąc grę moją poprzednią postacią, która na wygnanie się udała /wredne Wiewiórki wypędziły a Pani Ayenne jeno pożegnała ze smutkiem/ skrobnąłem taką historyjkę...
Bo... już miałem do Arki nie wracać...
Znalazłem ja teraz wśród śmieci. Więc by nie wywalać i by nie leżała odłogiem tu ją opublikuję, bo po roku czasu nawet fajnie mi się czytało...
Proszę. Zupełnie nie związana z 'realnym światem'.
Da się zauważyć wpływ dwóch pisarzy, ale tego nie wytykajcie :)
========================================

„W nogi!” usłyszałem okrzyk grubasa. Zawtórował mu wielogłos przyciszonych przekleństw i tupot oddalających się kroków. Pochowali się w ziemiance, za węgłem i w samej karczmie. Jeśli za pięć minut będę martwy nie będą mieli pojęcia, co mnie tu sprowadziło.
Czarna też uciekła. Nie mogła pokazać swojej mocy. Ale czułem od niej przypływ energii, który swobodnie przebiegał przez moje ciało.
Trzy centaury wjechały leniwie na główny plac wioski. Stałem przy studni udając mocno wstawionego i skupionego na kolejnych, bezowocnych próbach skorzystania z wiadra pełnego wody.
Zgodnie z umową miałem zaczepić nowo przybyłych niby przypadkiem, by nawet cień podejrzenia nie padł na mieszkańców. Nie sądziłem jednak, że jeden z nich, tak dla samej frajdy, zajedzie mnie z tyłu i przymierzy z kopyta w rzyć. Wyrżnąłem łepetyną o żuraw studni. Gdyby nie moc Czarnej pewnie bym się zdrzemnął. Jednak tylko ładnie poskładałem się na ziemię starając się jak najszybciej dojść do siebie. Nogi i ręce podkuliłem w taki sposób, bym mógł momentalnie się zerwać. Dyskretnie wysunąłem kordelas i przykryłem go ciałem. Tymczasem starałem się nie być wobec bandziorów zbyt wyzywający, co akurat w tej sytuacji przychodziło mi bez trudu. Cwany ze mnie lis.
Zanim zbiorą haracz postanowili pobawić się z pijakiem. Z głośnym śmiechem po pierwszym kopie okrążyli mnie wokoło. Szczęście w nieszczęściu. Przynajmniej łuków nie użyją.
Ten pierwszy zaczął coś wesoło seplenić ale ja poczułem się już dostatecznie umotywowany.
Miałem ich sprowokować? A co, za mało? To teraz moja kolej. A tak, pamiętam. Ktoś krzyknął niedawno „w nogi!”.
Błyskawicznie machnąłem kordelasem tuż nad ziemią. Potem szybkie przetoczenie się po ziemi i drugi zamach tuż nad pęcinami. Dwóch wyeliminowanych. Z okrzykiem bólu i zaskoczenia upadli tracąc równowagę. Trzeci był nieco dalej. Musiałem się zatem zerwać, podbiec do przodu dwa kroki i uderzyć – znowu w nogi.
Szybki cholernik był. Mimo całej mocy, którą słała mi Czarna, zdążył uskoczyć. Niedobrze. Jeszcze chwila i moja pani sama osłabnie. Wiem ile ją to kosztuje. Tak się nad tym zadumałem, że oberwałem znowu. Tym razem w żołądek. Ale wytrzymałem stojąc, wyhamowując tylko nieco. To z kolei zaskoczyło przeciwnika. Nieczęsto po centralnym strzale kopytem można utrzymać ostatni posiłek. A ja nic. Powietrze tylko wyszło ze mnie ze świstem, ale ścisnąłem mocniej broń w dłoni i ustałem. Porachował sobie dwa do dwóch, popatrzył na cofających się na trzech nogach kamratów i też postanowił odłożyć w czasie rozpoczętą zabawę. Rzucił mi przeciągłe, wymowne spojrzenie i pogalopował za oddalającą się dwójką. Przyjaciół sobie nie zyskałem.

Po minucie już ich nie widziałem. Obleźli mnie za to jęczący chłopi. Gruby miał zastrzeżenia.
-A toć mieliśta ich Panie ubić! Całkiem na śmierć! A tyraz co? Cała banda się tu najdzie i sioło spali! - zaczął odliczać na palcach do siedmiu. Tylu ponoć ich było.
-No przecież widzieli obcego. Co wam do tego? Najwyżej haracz zbiorą jak mnie tu nie znajdą. Powiecie, ze to jakiś podróżnik był. W karczmie tylko przystanął. Na mnie się nie wykosztujecie bom nie wypełnił umowy.
Podrapał się po głowie, obrzucił pozostałych spojrzeniem. Coś mu tam zaświtało bo nie dał za wygraną.
- Ale jakbyście bili przez szyje to już by dwóch mniej było! A wyśta ich tylko skaleczyli!
Ktoś z tyłu roztrącił tłum i wepchnął przede mnie Czarną. Osłabiona po walce upadła mi do nóg. Zamiast strzelić wieśniaka po pysku schyliłem się do mej pani. Gdy ją unosiłem na rękach spojrzenia wokoło były już wrogie.
Któryś rzucił – To czarownica jakowa!
Przez chwilę panowała cisza. A potem poleciały kamyczki. To dzieci ośmielone postawą dorosłych przyłączyły się ukradkiem.
Starsi tylko stali, ale słychać było zza pleców skrywane pomruki – Nie chcemy tu czarowańców! I to nieudaczniki mizerne! A poszli stąd, może centaury nas oszczyndzą! A zobaczta jakie grube juki mają! Nakradzione pewnikiem! Na takich jak my! Można by sprawiedliwość uczynić i odebrać to im. A jesio i na haracz by pewnie starczyło!
-Ostawcie ich! - gruby odnalazł w sobie trochę prawości – Sameśmy o pomoc prosili.
Gdy zrobiła się cisza popatrzył na nas i dodał – Odjedzcie rychło, Panie. Centaury wrócić mogą. To i dla waszego, i naszego dobra byndzie.
Posadziłem Czarną na konia, kiwnąłem głową grubemu i bez słowa ruszyliśmy. Za nami nikt się już nie odzywał.

Awatar użytkownika
Ysar
Posty: 146
Rejestracja: 14 lis 2016 08:29

Re: Czarna

Post autor: Ysar » 10 lut 2017 10:56

Przyjaciół sobie nie zyskałem.
Ale za to kupiło mnie :D Bardzo fajna krótka wizja, aż jestem ciekawa gdzie pojechali. Chociaż pewnie tego nie wie nawet sam autor ;)

Awatar użytkownika
Vidris
Posty: 82
Rejestracja: 26 maja 2015 14:06
Lokalizacja: Powiem jak się dowiem.

Re: Czarna

Post autor: Vidris » 11 lut 2017 10:37

Troszkę za dużo "mojej pani". Centralny strzał kopytem - za bardzo zalatuje współczesnością. Bardzo, bardzo natomiast podoba mi się cała reszta. Wreszcie bohaterowie nie kreowani na pięknych, mądrych i potężnych. I wreszcie - bohaterowie, którym nie wychodzi. Jak dasz więcej będę czytać!
Wydra uważana jest za jedno ze zwierząt zmiennokształtnych; legendy opowiadają o wydrach zmieniających się w piękne kobiety, uwodzących mężczyzn i zjadających ich. W mniej drastycznych historiach wydry zmieniają się w ludzi żeby robić psikusy.

ODPOWIEDZ