okiem niziołka

Forum Logi i Opowieści.
Awatar użytkownika
Viveck
Posty: 16
Rejestracja: 20 lut 2018 12:08

Re: okiem niziołka

Postautor: Viveck » 29 mar 2018 23:20

PRZYPADKOWE SPOTKANIE
Już kilka miesięcy upłynęło od momentu rozpoczęcia szkolenia w zawodzie myśliwego przez niziołka. Opanował on sztukę polowania na zwierzęta i ukrywania się, a jego zmysły stały się wyostrzone. Choć nie przepadał za walką, to wiedział, że włóczni może użyć do własnej obrony, ale częściej robiła mu ona jako podpora czy też kijaszek na swój podróżniczy tobołek.
Przez długi czas problemem było jego podejście, bo jak to można polować na słodkie zwierzątka, co sobie kicają po lesie? Gdy jednak zdał sobie sprawę, że mięso i skóry można wymienić na pieniądze, a za pieniądze zdobyć ciastka i inne smakołyki robione na podobieństwo domowych, wyzbył się skrupułów. Umiejętności łowieckich używał raczej do robienia psikusów i podsłuchiwania rozmów. Ponadto szkolenie, które odbył, pozwoliło mu odkryć kilka nowych sposobów przyrządzania mięska i nauczyło go rozpoznawania wszystkich rodzajów ziół. Jest to umiejętność niezwykle przydatna dla każdego niziołka – trzeba przecież jakoś rozróżniać jadalne owoce leśne od tych, których jeść nie można, a jak się Viveck później przekonał – zbieranie ziół leczniczych może okazać się niezwykle dochodowe.
Umiejętnością, bardzo trudną do nabycia było dla niego magiczne łączenie literek oraz ich odszyfrowywanie. Ćwiczył ją w wolnych chwilach, prowadząc własny dzienniczek.

Kod: Zaznacz cały

o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o__o
|  Dzisiejszy dzień zapowiada się tak fatalnie jak kilka    |
|  poprzednich. Trudno uwierzyć, ale odkąd tu jestem,       |
|  nie napatoczył się żaden smok do zabicia. Będę się       |
|  musiał zadowolić kradnięciem <przekreślone>              |
|  pożyczaniem na czas nieokreślony warzyw z                |
|  ogródków człowieków.  Co za dziadostwo!                  |
|                                                           |
|  Przedwcześnie skazałem dzień na straty. Smoka jak        |
|  nie było, tak nie ma, za to mój siódmy zmysł wyczuł      |
|  jedzonko w środku lasu. Spróbuję dowiedzieć się, czy     |
|  intuicja wciąż mnie nie zawodzi.                         |
|                                                           |
|  Wczoraj na tej polanie nic nie było! Teraz wydaje się    |
|  inna. Na niejśrodku stoi rozpalone ognisko, nad którym   |
|  zawieszony został wielki kocioł. Wokół niego tańczy      |
|  kilku goblinów, bluzgoczących w swym paskudnym           |
|  języku, ale myślę, że uda mi się niepostrzeżenie         |
|  poczęstować tym, co gotują.                              |
|                                                           |
|                                                           |
|  OBRZYDLISTWO! W zupie pływają ręce, oczy i uszy.         |
|  To nawet nie są zwierzęce szczątki, lecz jak             |
|  podsłuchałem: elfie i niziołkowe! Te gobliny już nikogo  |
|  nie skrzywdzą, a mnie za to należy się chwila  oddechu.  |
|                                                           |
+-----------------------------------------------------------+

Gdy szwędał się jeszcze tego samego dnia po lasach i traktach, zbierając najróżniejsze zioła, dobiegły go odgłosy rozmowy. Stanął w bezruchu i nasłuchiwał, lecz nie był w stanie rozróżnić ani jednego słowa. Był po prostu zbyt daleko.
Nie czekając ani chwili dłużej, ruszył w tamtym kierunku, licząc, że natknie się na kolejną grupę goblinów, którym będzie mógł skopać tyłki.
- Ja im dam potrawkę z niziołka. Zapłacą za to, co zrobili - mówił sam do siebie cichutko, a jego paluszki zaciskały się coraz mocniej na drzewcu broni.
Trzasnęła gałązka.
- Wdech i wydech, wdech i wydech… Dasz radę - dodawał sobie otuchy.
Spomiędzy drzew zobaczył dwójkę człowieków, rozmawiających ze sobą. Jakaś kobietka wymieniała uwagi z… Zefelem? Co on tam robił z nią w środku lasu? Czy też są w zmowie z goblinami?
Rozmowa nie była o żadnym spisku czy też ciosie wymierzonym w niziołki, toteż Viveck poczuł się bezpiecznie i postanowił się ładnie przywitać. Ładnie? Stylowo! Nie byłby przecież sobą, gdyby tak po prostu teraz wyszedł i pomachał rączkami. Zakradł się najciszej jak umiał, przygotował i… hop na barana Zefelowi!
- Wio koniku! - krzyczał na tego starszego człowieka - Wiooo…!
Uśmiech na twarzy Vivecka zniknął niemal natychmiast, kiedy wylądował na twardej ziemi. Jęknął boleśnie, a gdy spojrzał na górę, dziwiąc się, czemu został zrzucony, zobaczył, że zarówno kobieta jak i mężczyzna mierzą w niego bronią, a na ich twarzy maluje się powaga. Chwilę to trwało, zanim do mężczyzny dotarło, że celuje w znanego mu przecież niziołka, z którym ostatnimi czasy trenował wojaczkę i wędrował sporo po lasach. Na jego twarzy pojawił się uśmiech i opuścił sztylety, po czym rzekł do kobiety:
- To Viveck. Jest niegroźny. - Kobieta skinęła powoli głową i także opuściła swoją broń. Zefel spojrzał na niziołka i w lot zrozumiał swój błąd. - Poprawka. On jest bardzo groźny. Najgroźniejszy ze wszystkich niziołków jakie znam! - Puścił dyskretnie oczko do kobiety,ale prawda była taka, że nie znał ich wielu. - Przedstawić cię?.
-Nie trzeba, dam sobie radę. - Wstał z ziemi rozmasowując sobie obolały tyłek.
- Jestem Viveck Dale. Niziołek z Białego Potoku, zza Wielkiego Młynu. Nieustraszony podróżnik i wytrawny myśliwy. Wróg publiczny numer jeden wszystkich zielonoskórych. Przeciętnego wzrostu, a jednak wielki. Postrach ciastek na całej ziemi. - Ukłonił się z gracją.
- A ja jestem Anri. Miło mi cię poznać.
- Viveck, masz coś dobrego do jedzenia? Czekamy tu na jeszcze jednego kompana od dłuższego czasu i zaczynam się robić powoli głodny, a znając ciebie, to na pewno masz coś dobrego w tobołku…
Z niesamowitą wprawą i zręcznością niziołek rozwiązał tobołek i wyciągnął z niego pięć dużych wafli.
- Zawsze jestem przygotowany. Rozdzielę po równo. Jeden dla panienki Anri. Drugi dla Pana Zefela, a pozostałe trzy dla mnie. - Po czym nie czekając na odpowiedź, wepchał sobie do buzi, ile tylko się dało i przestał zwracać uwagę na człowieków. Mężczyzna i kobieta spojrzeli na niego ze zmieszaniem.
- Viveck. Powiedz mi proszę, jakim cudem do cholery myśmy dostali po jednym, a ty masz aż trzy wafle?! To nie jest po równo!
- Jak nie jest, jak jest? Wy jesteście duzi to i w brzuchach macie na pewno dużo. Ja, mniejszy z mniejszym brzuszkiem, to muszę częściej jeść, bo na mniej mi starcza. A dodatkowo, to ja jeszcze rosnę!
Gdy wszyscy już skończyli swoje jedzenie, a następnie wymienili uwagi na temat najlepszej kuchni, zjawił się mężczyzna, na którego czekali. Ten w średnim wieku pan człowiek był zdecydowanie lepiej zbudowany niż pan Zefel i ponad głowę wyższy od panienki Anri. Chód miał wojskowy, a na miłego nie wyglądał.
- Wybaczcie moje spóźnienie, ale musiałem pomóc kilku śmiałkom zbadać niebezpieczny kurhan. Udało im się zdobyć magiczny artefakt, a mnie znaleźć to - wyciągnął z kieszeni jakiś przedmiot. Niezbyt wielki, mieszczący się w garści. Dał go kobiecie. Krwistoczerwony rubin wyglądał przepięknie, gdy promienie słoneczne padały na niego. Mimo niewielkiego rozmiaru musiał to być niezwykle cenny kamień.
- Chcesz się z nami wybrać, mały kolego? Od razu muszę zaznaczyć, że to przedsięwzięcie nie do końca jest bezpieczne i nie każdy musi stamtąd wrócić cały...
Wszyscy spojrzeli na niziołka, który zaczął mrużyć oczy i zastanawiać się, czy nie został właśnie obrażony.
- Jestem Viveck Dale! Niczego się lękam! Każdy wie, że niziołki są najdzielniejsze i najodważniejsiejsze! Beze mnie sobie nie poradzicie! - wykrzyczał, po czym dodał już spokojniej - A dokąd właściwie idziemy?
- Mnie zwą Agis. Spróbujemy uwolnić pewnego gnoma, który zamknął się w pancerzu i nie ma jak z niego wyjść. Problemem jest tylko to, że musimy się przedostać do niego przez golemy, które do najsłabszych nie należą.
- Golemy? Co to takiego?
- Gnom ten stworzył strażników, którzy mieli chronić zarówno jego jak i pracownię. Tę wieżę, którą tu widzisz. Nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale powiem Ci, że część z tych golemów jest zasilana kamieniami szlachetnymi, więc jak już nam się uda, to podzielimy po równo - Zefel szturchnął Anri porozumiewawczo - a potem zabieram wszystkich na pyszną jagnięcinę.
Młody Dale czuł się coraz bardziej przekonany co do tego pomysłu, a te człowieki wydawały się dużo ciekawsze niż kolejny spacer po lesie, by zebrać zioła. Zresztą pan Zefel potrafił wykonywać sztuczki ze sztyletami, które trzeba obejrzeć przy każdej możliwej okazji. Panienka Anri była skryta i cichutka, ale tylko na pierwszy rzut oka, a co do pana Agisa to trudno było stwierdzić coś więcej poza tym, że był przywódcą z krwi i kości oraz opowiadał wspaniałe historie (na pewno zmyślone, bo przecież nie jest niziołkiem) o swoich zarówno osiągnięciach jak i wyprawach.
- Odsuńmy ten pień zagradzający wejście do wieży i ruszajmy. Ku przygodzie!
Ostatnio zmieniony 30 mar 2018 12:08 przez Viveck, łącznie zmieniany 1 raz.
Viveck

Awatar użytkownika
Adair
Posty: 52
Rejestracja: 21 lut 2017 09:30

Re: okiem niziołka

Postautor: Adair » 30 mar 2018 09:48

Wstaw dzienniczek jako Code.

Awatar użytkownika
Viveck
Posty: 16
Rejestracja: 20 lut 2018 12:08

Re: okiem niziołka

Postautor: Viveck » 30 mar 2018 12:08

Dzięki, przydatne :D
Viveck

Awatar użytkownika
Viveck
Posty: 16
Rejestracja: 20 lut 2018 12:08

Re: okiem niziołka

Postautor: Viveck » 09 kwie 2018 23:09

KUPCY
Nasz niziołek podczas swoich podróży po świecie poznawał coraz to nowe miasta, osoby oraz zwyczaje związane z różnymi kulturami. Starał się on wszędzie zostawić ślad swojej obecności, aby zapisać się historii oraz by go bracia i siostry podziwiali (jeszcze bardziej oczywiście). W końcu natrafił na wielkie miasto kupieckie, w którym to spędził więcej czasu niż gdziekolwiek indziej i to nie z powodu tego, że był tu większy wybór smakołyków.
Viveckowi bardzo imponowali tutejsi mieszkańcy. Wszyscy byli bogato odziani, a patrole miejskie w swych połyskliwych zbrojach robiły niesamowite wrażenie. W końcu było to największe i najbardziej zamożne miasto na całym świecie.
Pokój, który wynajmował, nie był zbyt przestronny, ale za to w jego cenę wliczono umeblowanie i posiłki, co w pełni satysfakcjonowało niziołka. Okno wychodziło wprost na rynek, który o każdej porze dnia i nocy był zatłoczony, a młody Dale uwielbiał patrzeć na tych wszystkich człowieków i nieczłowieków, próbując zgadnąć, czym oni się właściwie mogą zajmować.
Zagadką pozostawała dla niziołka pewna tajemnicza grupa, którą od czasu do czasu mógł dostrzec w mieście. Wyróżniali się spośród tłumu, gdyż zawsze byli bardzo bogato odziani, przechadzali się w obstawie strażników, a mieszkańcy miasta rozstępowali się i kłaniali się im w pas. Na władców nie wyglądali, jednak szacunek ludzi mieli.
- Muszą być grubymi rybami tutaj.
Co dziwniejsze, owa grupa to zbieranina różnych ras. Można dostrzec w niej ludzi, ogry, półelfy, elfy, krasnoludy a nawet niziołka! Część z tych osób wyglądała na kupców, a pozostali na jakichś takich strażników? Może bardziej najemników… Co nie zmienia faktu, że wyglądali groźnie.
Ciekawość wzięła górę. Starając nie rzucać się w oczy, Viveck przemykał w cieniu domów i śledził ową tajemniczą grupę (raczej średnio mu to wychodziło, gdyż także wzbudzał niemałe zainteresowanie).
- Rozpakujcie wozy. Sprzęt wnieście do środka, a za chwilę ja z Onvalią wystawimy go w sklepach. Astor, dopilnuj by poszło to sprawnie, a my teraz pójdziemy zdać raport mistrzowi.
Duma rozpierała Vivecka w momencie, w którym usłyszał, że to niziołek wydaje tam rozkazy! Brawo kuzynie! Obserwował, jak przebiegał proces rozładunku wozów. Każdy tam wiedział, co ma robić i widać, że była to dla nich rutyna. Czas umijali sobie pogaduszkami, a gdy w końcu wrócił niziołek z ową Onvalią, to rozdali pozostałym po sakiewce wypełnionej złotem… pękatej sakiewce. Chwilę później wszyscy zniknęli w swojej filii.
Od czasu do czasu przychodziły grupki osób i pukały do rezydencji kupców. W drzwiach za każdym razem zjawiał się niziołek albo owa kobieta. Przekazywali oni nabywcy towar, który sobie zamówił, odbierali monety i po krótkich uprzejmościach wracali w swoje cztery ściany.
Viveck nie należał do cierpliwych, ale tak się wciągnął w to podglądanie (obserwację!) z ukrycia, że nie zauważył, kiedy to słońce zaszło za horyzontem i zrobiło się ciemno. Pod osłoną nocy ruszył w stronę miejsca, które obserwował przez pół dnia i starając się nie zwracać na siebie żadnej uwagi, zerkał przez okna, chcąc dostrzec coś, co jak mu się zdawało, było poza zasięgiem wszystkich oczu.
Od strony ulicy dobiegł go odgłos marszu i szczęk zbroi. Nikt nie powinien się znajdować o tej porze w tym miejscu. Przypomniał sobie rozmowę dwóch przekup na targu:
- Pamiętasz tego człowieka, co jeszcze kilka dni temu próbował włamać się do filii kupieckiej?
- Ano pamiętam. Taki młody i całkiem przystojny.
- No dokładnie ten. Wczoraj odbył się proces. Chłopak zarzekał się, że on tam tylko zabłądził, uliczki pomylił, ale strażnicy byli innego zdania. Wydano na niego wyrok i obie ręce mu ucięli! Niech tu tylko do mnie nie przychodzi. Ja mu na pewno nic nie sprzedam.
- Ja też nie! Nie ma tu miejsca dla takich…
Odgłosy były coraz bliższe. Viveck odruchowo przełknął ślinę i zaczął cofać się w kierunku filii. Może tym razem nie zajrzą w tę uliczkę... Może schowa się w cieniu budynku... Może go nie zauważą…
Przylgnął plecami do jakiejś ciepłej powierzchni. Ciepłej powierzchni? Przecież w tym miejscu powinny znajdować okute drzwi, które o tej porze roku na pewno nie powinny być ciepłe. Odwrócił się szybko i zobaczył stojącego w drzwiach barczystego, ogorzałego mężczyznę z założonymi rękami na piersi. Popatrzył się on na Vivecka, próbując przejrzeć go na wylot. Po czym na jego twarzy pojawił się podejrzliwy uśmiech.
- Wejdź do środka. Na pewno masz jakieś pytania, panie Dale.
Skąd on zna moje nazwisko?! To musi być jakaś pułapka. Ciekawość walczyła z głosem w jego głowie - nie idź tam! - lecz wszelkie wątpliwości zostały rozwiane, gdy człowiek dodał:
- Sam mam pić tę herbatę i zjeść to ciasto, które stoi w pokoju gościnnym?
Drzwi zamknęły się za niziołkiem, a jego oczom ukazał się wystawnie urządzony salon. Na ścianach wisiały obrazy i skóry rzadkich zwierząt, o których Viveck nawet nie słyszał, a przecież był myśliwym. Książki, mnóstwo książek! Na środku pokoju stał stół, a wszystko było tak, jak powiedział ten człowiek. Nie wspomniał tylko, że tej szarlotki jest aż tyle!
- Skąd pan wiedział, jak mam na nazwisko? - Usiadł na kanapie i ukroił sobie kawałek ciasta od serca.
- Kupcy nie handlują tylko sprzętem czy kamieniami szlachetnymi. Informacje też potrafią być bardzo cenne, a moim obowiązkiem jest wiedzieć, kto do tego miasta przybywa. W czym ci mogę pomóc? Wiem, że bardzo długo czekałeś, by móc w końcu porozmawiać na osobności, z dala od wszystkich oczu i uszu.
- Noo… Bo widziałem tych kupców i najemników. Te wozy i wszystko! I jak niziołek dowodzi wszystkimi, nawet ogrami! Zachwyciło mnie to do tego stopnia, że chciałem się dowiedzieć czegoś więcej o tym tutaj - zatoczył rączkami wielkie koło, pokazując wszystko wokół.
- Po pierwsze, tutaj najemnicy źle się kojarzą, lepiej użyć określenia zbrojni. Po drugie, Quantyl - niziołek, którego widziałeś, nie dowodzi zbrojnymi. On nadzoruje ich prace z ramienia Kupców wyznaczając kolejne cele i wskazując braki w magazynach. Podczas wypraw zbrojni osłaniają kupców i całe dobro, które wiozą.
- Myśli pan, że ja też mógłbym zostać takim zbrojnym?
- Nie - odpowiedział krótko człowiek. Niziołka zatkało. Można komuś odmówić, ale czy trzeba to robić w taki sposób? Wypadałoby delikatniej! Człowiek uśmiechnął się pod nosem i dodał:
- Ty jesteś myśliwym, a nie pierwszorzędnym wojownikiem, dlatego zbrojnym nie zostaniesz, ale za to mógłbyś być moim partnerem handlowym. Podczas gdy zbrojni i kupcy zajmują się sprowadzaniem sprzętu, ty byś zajmował się zaopatrywaniem filii w zioła. Zbrojnym i kupcom mógłbyś rzecz jasna towarzyszyć, bo nie raz i nie dwa przydałby im się myśliwy, który potrafi oskórować każde zwierzę. Rzec mi trzeba, że dochody takiego partnera handlowego są przynajmniej rzędu zbrojnych jak nie większe.
- Ja cieee… Ale super! To brzmi nawet jeszcze lepiej!
Energia rozpierała Vivecka, zaczął się wiercić na kanapie, a gdy już nie wytrzymał, odtańczył swój taniec radości. Uśmiech rozciągnął się na twarzy człowieka, widząc entuzjazm niziołka i radość jaką mu to wszystko sprawia. Pociągnął kolejny łyk herbaty.
- Ale nie tak szybko. Najpierw muszę zobaczyć, co potrafisz i musisz udowodnić, że jesteś godzien, by zostać przyjętym. Ważnym jest, byś potrafił dogadać się z resztą zespołu. Poinformuję ich zatem, że starasz się do nas o przyjęcie oraz że mogą na ciebie liczyć podczas wypraw.
- Jasna sprawa, proszę pana.
- Poza tym będziesz musiał wykonać jeszcze kilka zadań dla mnie, ale myślę, że ze swoim nastawieniem i podejściem szybko im podołasz.
Przyjemnie im się ze sobą gawędziło, a czas szybko leciał. Przez pokój przewinęło się w tym czasie kilka osób, ale zobaczywszy, że człowiek ma gościa (czy też z innego nieznanego powodu) przyspieszali kroku i znikali równie szybko jak się pojawili.
- Bardzo miło mi się z tobą rozmawiało, Vivecku, liczę, że uda ci się wszystko załatwić, ale na chwilę obecną muszę cię już przeprosić. Mam mnóstwo papierkowej roboty, której nikt za mnie nie wykona - Westchnął cicho i odprowadził gościa do drzwi.
- Do widzenia, proszę pana! I do zobaczenia wkrótce!
Człowiek raz jeszcze uśmiechnął się pod nosem i zamykając drzwi odpowiedział:
- Dobranoc, nieustraszony niziołku.
Chwilę później z filii dało się usłyszeć oschły, kobiecy głos pełen zainteresowania:
- Co to za niziołek mistrzu Adamsonie? Ktoś ważny?
- Och, myślę, że niedługo będziesz miała go okazję poznać, Sharee. Spodoba ci się ten nowy współpracownik.
Kobieta prychnęła głośno:
- Kolejny będzie mi się plątał pod nogami, a niańczyć go na pewno nie będę!
Do Vivecka wciąż nie docierało znaczenie owych słów. Mistrz. Mistrz Adamson. Nie byle jaki kupiec, ale najbardziej wpływowy człowiek tego miasta! Tyle czasu razem rozmawiali, a nie miał pojęcia kto go ugościł. Rodzinka nie uwierzy!
Po tych przemyśleniach ruszył z wolna przed siebie, wpatrując się w tę jakże piękną gwieździstą noc.

Zapraszam do komentowania i uwag (krytyke zawsze chętnie przygarnę) :)
Viveck

Awatar użytkownika
Sharee
Posty: 15
Rejestracja: 23 lut 2016 18:39

Re: okiem niziołka

Postautor: Sharee » 10 kwie 2018 08:55

:D

Urgon
Posty: 39
Rejestracja: 22 lut 2017 12:24

Re: okiem niziołka

Postautor: Urgon » 31 maja 2018 05:55

Jedne z najlepszych opowiadań jakie tu przeczytałem. Super się czyta.

Awatar użytkownika
Viveck
Posty: 16
Rejestracja: 20 lut 2018 12:08

Re: okiem niziołka

Postautor: Viveck » 30 sie 2018 14:35

ŚWIĘTO LASU
W jeden wieczór w roku mieszkańcy różnych krain spotykają się, by rozmawiać , bawić się i pić przy ognisku. Także Vivecka i Bolryga skusiła wizja wspólnej biesiady. Drogę przebyli długą, ale nie byli zmęczeni. Czuli się podekscytowani wydarzeniem, które miało się tam odbyć. Większość osób na pewno jest już na miejscu, a stare, zapomniane znajomości zawsze warto odnowić. Polanka, na której się znaleźli nie była zbyt duża, jednak na palcach rąk i nóg Viveck nie mógłby zliczyć wszystkich tam obecnych. Większość z nich siedziała na rozłożonych kocach, hamakach i mięciutkich podusiach. Była nawet rozwieszona huśtawka, niestety już zajęta. Przywitawszy się ze wszystkimi, znaleźli troszkę miejsca i usiedli w ciszy. Na samym środku polany stał mężczyzna i opowiadał jakąś historię, a reszta słuchała w skupieniu. Opowiadał on coś o syrence ocalonej przez marynarza czy jakoś tak. A może to było na odwrót? Wspomniał jeszcze o wielkim skarbie, który razem z łodzią znalazł się jakiś czas temu na dnie morza. Wszystkie świecidełka przepadły.
- Ludzie nie potrafią budować dobrych statków - odezwał się Goldfinger do Eltharisa, po czy dodał z nutką wyższości - a jeśli już je zbudują, to o żeglarzy im trudno, by takim okrętem godnie pokierować. - Za każdym razem, gdy jestem zmuszony postawić na takowym nogę, zastanawiam sie, czy nie lepiej byłoby płynąć wpław.
Elfy… - pomyślał Viveck.
- I ten marynarz został uratowany przez delfiny – wrócił do przerwanej opowieści Terenes, człowiek szczycący się szacunkiem wśród zebranych, z których większość cały czas słuchała w skupieniu. Viveck jednak powoli tracił zainteresowanie. Przecież niziołki przeżywają takie historie na co dzień, czym tu się tak ekscytować? Przyjemne ciepło emanujące od ogniska i szum otaczających drzew był czymś, co niziołek uwielbiał. Takie otoczenie jest zdecydowanie lepsze niż brudne mury i domy miast. Jest cichutko i spokojnie, a ten ciągle gadający ludź mógłby w końcu uciszyć się ciastkami leżącymi na kocu nieopodal. Przecież to co on tam mówi to...Ciastka? Nieopodal? Viveck uśmiechnął się pod nosem. Lepiej być nie mogło. Łakocie są praktycznie na wyciągnięcie ręki! Ruszył powoli w ich kierunku, zapominając zupełnie o opowiadanej historii. Tyle pyszności tylko czeka, aż ktoś w końcu się nimi zaopiekuje. Jabłecznik! Na talerzyku został już ostatni kawałek. Jakie to szczęście, że każdy zajęty czym innym. Nagle pac! Jakaś mała rączka pochwyciła ciasto, a chwilę później już go w ogóle nie było. Toż to była kradzież ciastkowa! Viveck zmrużył oczy. To bardzo niemiłe zagranie - pomyślał. Kto mógł być tak okrutny? Podniósł wzrok i zobaczył piegowatą halflinkę, oblizującą paluszki.
- Remilia! - Zaśmiała się cichutko i dyskretnie uchyliła swój plecak wypchany najróżniejszymi ciasteczkami. Jagodowe, truskawkowe, śliwkowe, agrestowe, porzeczkowe… Przyszła przygotowana z zapasami.
- Nie ma lepszych statków niż elfie – ktoś stwierdził w tłumie.
- Oczywiście, że są! Każdy dobrze wie, że najlepsze statki budują niziołki! - powiedział z oburzeniem Viveck, który wyłapał zdanie wyrwane z kontekstu, co nie przeszkodziło mu w wtrąceniu swoich dwóch pensów. - Nie chodzi tu o rozmiar, lecz szybkość i zwrotność!
- To się wtedy „tratwa” nazywa.
A to cios w plecy - pomyślał niziołek, zmrużył oczka i szturchnął porozumiewawczo halflinke. Ta uśmiechnęła się niewinnie. Postanowił znowu skupić się na jedzeniu i spróbować nie zaznaczać w ilu rzeczach niziołki są lepsze, ponieważ reszta jeszcze dostanie kompleksów. Kilka kroków dalej na obrzeżach lasu dostrzegł dość małego dzika, wyglądającego na zagubionego. Viveck bezgłośnie wstał i ruszył w jego stronę. Zwierzę nawet się nie poruszyło, gdy niziołek przykucnął obok niego.
- Częstuj się - wyciągnął jedną rączkę z jabłuszkiem, drugą jednocześnie głaszcząc go po głowie. Niewiele myśląc, nasz bohater spróbował dosiąść czworonożnej bestii korzystając z jej nieuwagi, ale skończyło się to jedynie jej rozdrażnieniem. Wdali się walkę, rozwalając przy tym rozłożone przedmioty w obrębie kilku metrów.
- Dziku spieprzaj, bo to wielki i groźny niziołek! - rzucił w stronę zwierzęcia siwobrody mężczyzna, obserwujący zaciętą walkę i licząc, że ta się jak najszybciej skończy. Dzik do najlżejszych nie należał ale wraz z panem Bolrygiem udało im się w końcu wynieść zwierze głębiej w las, nie czyniąc mu krzywdy. Jako że wokół nie było żywej duszy, postanowili pomówić o interesach:
- Mamy kolejne zamówienie na siedem pełnych woreczków ziół leczniczych. Dałbyś radę się tym zająć? Ja muszę udać do swojej rodziny i przez jakieś dwa, trzy tygodnie mnie nie będzie. Przejmiesz moje zlecenia Viveck.
- Tak jest!
- Pogoda się psuje, a ja już jestem zmęczony, więc nie wrócę na polanę - uśmiechnął się delikatnie. - Baw się dobrze i słuchaj plotek, chętnie się później wszystkiego dowiem. A – przypomniał sobie w ostatniej chwili – i zbrojnym nie pozwól za dużo pić, niech zachowają trzeźwy umysł, jutro w południe czeka nas wyprawa.
Niziołek pokiwał głową pewnie. Dobrze, że nie jest zbrojnym, tylko partnerem handlowym, na szczęście o nich pan Bolryg nic nie wspomniał. Uśmiechnął się pod nosem na myśl o słodziutkim miodzie pitnym, który to Remilia miała w plecaku.
- To szerokiej drogi i do zobaczenia!
- Dobranoc Vivecku, baw się dobrze - po tych słowach człowiek oddalił się pozostawiając niziołka nieopodal traktu. Droga na polanę była Viveckovi znana, ale dłużyła się bez towarzysza przygód, choć nie tylko z tego powodu. Nie obyło się bez skręcenia w stronę krzaków z malinami i wytropieniem przydrożnych poziomek. Łasuch znajdujący się wcześniej w jego plecaku nagle się obudził i zaczęła go rozpierać energia. - Na pewno wywęszyłeś owocki, co? - Łasuch przekrzywił ciekawsko główkę, wskoczył niziołkowi na ramię i wydał radosny trel, gdy tylko jego właściciel sięgnął do słoika po soczyste owoce. Ten drobny gwarek o błyszczących piórach już dawno stał się najlepszym przyjacielem Vivecka. Towarzyszył mu zarówno w wyprawach, gwarząc co chwilę „niebezpiecznie!”, jak i przy jedzeniu, czym sobie tamte pobyty rekompensował.
- No jesteś mądry jak na gwarka, no jesteś - podrapał zwierzę po szyjce. Trochę czasu zleciało, od kiedy siedział na polanie. Z satysfakcją zobaczył, że pojawiło się kilkoro znajomych, a także wiele nowych twarzy. Opowieści tamtego ludzia w końcu się skończyły, a teraz tamten wraz z kilkoma innymi osobami zaczął śpiewać. Nie był to co prawda nieziemski głos niziołków, ale mógł ujść za znośny. Ktoś wyrecytował wierszyk. Ktoś coś zagrał na lutni. Viveck dał się ponieść muzyce. Porwał Remilię do tańca i wraz z innymi skakał wokół ogniska. Po jakimś czasie świat wokół niziołka zaczął wirować, a jego powieki stawały się coraz cięższe. Oddalił się od tańczących, uprzednio zabrawszy z ziemi pierwszy lepszy kocyk, a następnie położył, zawijając się w kłębuszek. Przez kilka minut słyszał jeszcze muzykę, a potem była już tylko ciemność. Zasnął.
Viveck

Awatar użytkownika
Gianna
Posty: 68
Rejestracja: 02 kwie 2015 11:23
Lokalizacja: Luccini

Re: okiem niziołka

Postautor: Gianna » 18 wrz 2018 18:58

Nie ma mnie, więc mi się nie podoba. :P
"When my love swears that she is made of truth,
I do believe her though I know she lies." William Shakespeare

"Najlepsza Gianna to martwa Gianna." Werbat

Obrazki


Wróć do „Logi i Opowieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość